Kiedy wiosna - jak to zostało ujęte w piosence - buchnie majem, zaczyna się sezon rocznicowy. Ulicami miast ciągną pochody, a ostatnio coraz częściej biegi. Politycy wspominają, bilansują, toczą spory…W tym roku, bogatszym o okrągłą rocznicę wejścia do Unii Europejskiej, istotne miejsce w sporach zajęła sprawa telewizyjnej reklamy tego faktu. Czy można wydać siedem milionów złotych , nawet jeśli są to pieniądze unijne, aby powiedzieć kwieciście to, co śp. Jan Karczmarek- inżynier i satyryk z Wrocławia, mówił swego czasu na antenie Trójki, prosto i za darmo: – „ o jak mi dobrze kurcze blade!”

Z całego bogactwa poglądów, myśli i opinii, jakie się ujawniły przy tej okazji, najciekawsze wydało mi się zdanie, iż najtrudniejszy jest dzień zwycięstwa. Chodzi o to, że po zwycięstwie nie ma wroga i nie ma na kogo wskazać, nie ma na kogo zwalić win… Znaczenia wroga w życiu zwykle się nie docenia i np. wspominając ostatnie lata PRL-u mówi się o tym, że był ocet, a pomija fakt że był także wróg z którym była wielka wygoda, bo nas jednoczył, uskrzydlał, nadawał życiu sens i co najważniejsze był depozytariuszem naszych win. Nikt się nie musiał czuć ofiarą losu, bo wszyscy byliśmy ofiarą reżimu. Padając w dniu zwycięstwa wróg zostawił nas sierotą i wówczas zaczęły się schody. 

Po krótkim czasie upojenia wolnością stwierdziliśmy, że wróg jest niezbędny dla sumienia, jak dla płuc powietrze, jest artykułem pierwszej potrzeby i rozpoczęło się poszukiwanie.  Niewiele brakowało, aby prezydentem został Stanisław Tymiński, który nas mamił pokazując, że wroga ma w teczce. Ostatecznie wybory wygrał Lech Wałęsa, który dał słowo, że będzie go ścigał z siekierką i puści na koniec w skarpetkach. Słowa nie dotrzymał i dlatego na kolejną kadencję naród wybrał Aleksandra Kwaśniewskiego, polityka z przeszłością, kierując się logiką filmowego Pawlaka: - „Wróg?! - A wróg, ale swój, nasz!”

Potem obiecywał zdemaskować wroga Jarosław Kaczyński, ale też zawiódł: - wrogów brał byle jakich, spod dużego palca - najpierw koalicjantów Leppera i Giertycha, a następnie własnych ministrów, poczynając od Janusza Karczmarka. Dzięki tym doświadczeniom wiemy już, że dzień zwycięstwa nie oznacza, na szczęście, zwycięstwa ostatecznego - wróg nie podlega całkowitej eliminacji. Dzięki temu ludzie mogą żyć pełną życia i może funkcjonować demokracja. Bez wroga nie tylko ludziom trudno żyć ale i całym narodom. My np. za dopust Boży uważamy nasze geograficzne położenie między Rosją, a Niemcami i nikomu do głowy nie przyjdzie zastanawiać się jak byśmy żyli gdyby ich nie było . Mamy np. dzięki temu wspaniałą historię, obfitość bohaterów, męczenników… a drani i głupków stosunkowo niewielu. Niemal wszystko bowiem, co się zdarzyło złego, było z winy sąsiadów. Na początku trzeciej Rzeczypospolitej zaistniała tymczasem realna groźba, że Polska pozostanie bez wroga. Nawet Rosja, na którą zawsze można było liczyć, tym razem wydawała się uchylać od tradycyjnej roli. Na szczęście wroga można sobie pożyczyć od przyjaciół i nam się to udało, choć nie bez wysiłku kolejnych ekip władzy. Dziś znów wiadomo dlaczego spadają samoloty , przez kogo cierpi polski chłop - hodowca i sadownik ; przez kogo musimy wciąż oglądać czterech pancernych i psa, a Ogniomistrz Kaleń pokrywa się kurzem na półce. Rosja, choć bezpośrednio nam nie zagraża, pozostaje nadal bardzo użyteczna  jako „odwieczny wróg” i można powiedzieć za Wojciechem Młynarskim – „gdyby nam kiedyś tego zabrakło…” Sądząc po stanie ducha polityków prezentowanym w dyskusji przedwyborczej do europarlamentu można z dużą dozą pewności odpowiedzieć dalej słowami Młynarskiego- „nie, nie zabraknie”. Daleko nam do luksusu takiej np. Wielkiej Brytanii, którą stać na to, by nie mieć odwiecznych wrogów, ani odwiecznych przyjaciół, a mieć jedynie odwieczne interesy.

hen