Traktat Lizboński wzmocnił rolę Parlamentu Europejskiego w wyborze szefa KE. Po raz pierwszy w historii UE partie polityczne, zgrupowane w poszczególnych frakcjach w Europarlamencie, przedstawiają swoich kandydatów na stanowisko przewodniczącego Komisji (biorący udział w eurowyborach obywatele państw członkowskich zyskują w ten sposób pośredni wpływ na to, kto obejmie najbardziej znaczące stanowisko w UE). Poszczególne frakcje przedstawiły swoich kandydatów: Jean-Claude Junckera - kandydata zwycięskiej chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej (należą do niej PO i PSL); Martina Schulza – członka frakcji Socjalistów i Demokratów; Guya Verhofstadta– przewodniczącego frakcji liberałów ALD; Ska Kellera- reprezentującego Partię Zielonych oraz Alexisa Tspirasa– wybranego przez Zjednoczoną Lewicę Europejską.

Chociaż Rada Europejska, która składa się z 28 głów państw lub szefów rządów państw członkowskich, musi uwzględnić wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, już teraz spekuluje się, że może ona nie wskazać żadnego z kandydatów wysuniętych przez europejskie ugrupowania. Ostateczne głosowanie nad zaproponowaną przez Radę kandydaturą odbędzie na drugiej sesji plenarnej 14-17 lipca. Potrzebna będzie większość głosów, czyli poparcie co najmniej 376 posłów. Do tego czasu z pewnością będziemy świadkami ostrej walki o unijną władzę.

oprac. if