Miło mi donieść, że w dobie powszechnego kryzysu (niektórzy wolą mówić „dekoniunktury”, bo to nie brzmi tak tragicznie) jest jeden obszar, który – jak się wydaje – ma się całkiem dobrze. To wine-bary. Jeszcze niedawno np. te warszawskie można było policzyć na palcach jednej ręki, a dziś jest ich już ponad 20! Do Mielżyńskiego, Enoteki Polskiej, Duchnicka Wine&Food i Winkolekcji dołączyły m.in.: Cultura y Vino przy Ogrodowej, Jung & Lecker przy E. Plater, Winosfera przy Chłodnej, Alewino.pl przy Mokotowskiej, Skład Win Sokołowski przy Francuskiej, Les Secrets du Vin przy Walecznych oraz La Vinuela i Wine O’Clock w Miasteczku Wilanów.

Zagorzali zwolennicy miejskich klimatów mogą się wybrać do jednego z nich, ale ja chcę dzisiaj namawiać do czegoś innego: do winnej wyprawy za miasto. Tak, tak, proszę Państwa – przecież wine-bar nie musi być zlokalizowany wśród wszechogarniającego betonu! W końcu nie ma to jak dobre wino i coś dobrego do jedzenia „w pięknych okolicznościach przyrody”.

Warszawiacy uzyskali niedawno możliwość połączenia pięknej wycieczki za miasto z winem i dobrym jedzeniem. Myślę tu o otwartym na obrzeżach Podkowy Leśnej wine-barze „Podkowa Wine Depot”, prowadzonym przez Argentyńczyka Matthiasa Gigaglię. Wystarczy wsiąść w centrum Warszawy w kolejkę WKD, by po ok. 40 minutach podróży znaleźć się w innym świecie – wśród starych lip, dębów i sosen. Spacerkiem ze stacji kolejki do Wine Depot jest ok. 20 minut i spragnionym może się to wydać daleko, ale nie ma to jak siadać do wina dobrze dotlenionym!

Podkowa Wine-Depot jest połączeniem typowego argentyńskiego grilla ze świetnie zaopatrzonym sklepem z winem. Nie znaczy to, że tylko miłośnicy grilla znajdą tam coś dla siebie, ale dodać też należy, że serwują tam m.in. dania z prawdziwej argentyńskiej wołowiny i jest to jakość sama w sobie. Również miłośnicy ryb i owoców morza znajdą tam wiele smakołyków.

Żeby nie było za dobrze, lokal jest otwarty tylko w piątki, soboty i niedziele, ale sam sklep z winem – również w pozostałe dni, z wyjątkiem poniedziałku. A win mają tam mnóstwo – podobno jest to największy w Polsce wybór win z Nowego Świata. Za to win francuskich, włoskich czy hiszpańskich się tam nie uświadczy. Kiedy podczas wizyty w Wine Depot spytałem właściciela o jakieś wina francuskie, odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem: mam szampana!

Klienci kupujący wino we wtorki i środy otrzymują przy większych zakupach rabat 10% od i tak zupełnie umiarkowanych cen, a piątkowi klienci gastronomicznej części interesu piją wino po cenach z półek, bez narzutu gastronomicznego (obecnie coraz częściej mówi się „bez korkowego”) To korkowe nie jest zresztą wygórowane i w soboty/niedziele wynosi zaledwie 15 zł od butelki. Oznacza to, że naprawdę znakomite wina można mieć na stoliku w Podkowa Wine Depot za 65 zł, czyli za tyle, ile kosztują popłuczyny w pierwszej lepszej warszawskiej restauracji.

Lokal stał się już modny w całej Podkowie Leśnej i okolicy, więc lepiej z wyprzedzeniem rezerwować w nim miejsce. Dotyczy to zwłaszcza niedziel, gdy na obiad z kieliszkiem wina przychodzą (lub właśnie przyjeżdżają z Warszawy) całe rodziny.

Większość oferowanych tam win pochodzi z importu własnego (M. Gigaglia prowadził przez lata firmę importerską ArgeWina, więc ma dobre kontakty); oprócz tego na półkach można jednak znaleźć – i to w naprawdę dobrych cenach – wina innych importerów, takich, jak np. Dom Wina, Wine4You, Rolmex, South Wine.

Ja piłem w Podkowa Wine Depot białe Hunky Dory Tangle (54 zł) oraz czerwone Joffre Premium Merlot (65 zł), Perez Cruz Reserva Carmenere (75 zł) i Benmarco Expressivo (już 129 zł, ale jaki ekstrakt!). Do tego była m.in. wręcz genialnie przyrządzona grasica w porto. Życzę i Państwu kontaktu z nią!

winny maniak