Z prof. Józefem SUCHYM, Przewodniczącym Zespołu Ekspertów Centrum Innowacji NOT rozmawia Zygmunt Jazukiewicz.

- Panie Profesorze; przystępował Pan do pracy przy kwalifikacji projektów celowych z jakąś wizją. Minęły lata; co Pana najbardziej zaskoczyło w trakcie realizacji tych projektów?
- Na początku, dwanaście lat temu, kiedy zaczynaliśmy najbardziej zaskoczyło mnie negatywne podejście ze strony przedsiębiorstw. Poddawano w wątpliwość pojawienie się tej nowej instytucji. Taka była pierwsza reakcja. Zrobiliśmy serię spotkań informacyjnych - w sumie uczestniczyło w nich ok. tysiąca przedsiębiorców. Wtedy to podejście zaczęło się zmieniać. Dziś podejście do sytemu, który stworzyliśmy zmieniło się diametralnie. Po trzecim konkursie jesteśmy wręcz zalewani pytaniami, kiedy ogłosimy następne, kiedy pojawi się możliwość składania nowych wniosków. Natomiast instytuty badawcze od początku do tego programu były ustosunkowane dobrze. W miarę szybko zorientowały się, że jest to okazja do kontaktu z małymi firmami, do nowych więzi otwierających drogę do wdrożeń. Uczelnie natomiast, podeszły niestety pasywnie. Projekty według tej formuły były dla nich wtedy za małe, za szybko realizowane. Nie wydawały się korzystne wobec wcześniejszych prowadzonych przez KBN, gdzie pieniądze były przekazywane na uczelnie. W naszym programie dofinansowanie trafia do firmy i to firma rozlicza się z uczelnią. To się nie spodobało większości uczelni. Z czasem ten stosunek też się zmienił i uczelnie techniczne statystycznie doganiają instytuty badawcze działające na rzecz gospodarki.Nie bez znaczenia jest pewna zmiana mentalności, która się z czasem dokonała i zrozumienie, że prawidłową drogą jest rozliczanie faktur przez wykonawcę.

Jedno się zmieniło na niekorzyść: kiedy startowaliśmy, pojawiły się przy firmach - beneficjentach zespoły, które mogły stać się zalążkami centrów badawczo-rozwojowych. One mogły funkcjonować jako partner naukowo-badawczy projektu. Niektóre były zupełnie niezłe. Niestety to pożyteczne zjawisko nie utrzymało się.

- Ale działają do tej pory, a ich status został sformalizowany jako prywatnych centrów badawczo-rozwojowych.
- Niestety, takich centrów jest mało, bardzo mało. Część się wykruszyła, w polu naszego działania pozostało zaledwie kilka. To jest niedobre zjawisko, bo oznacza, że małe i średnie firmy tracą przekonanie co do swojej kompetencji w organizowaniu części badawczej projektu. Początkowo wprowadzono zasadę, że taka firma powinna mieć 50% przychodów z działalności naukowo badawczej, potem zmniejszono ten warunek do 20-30%, ale i to nie zachęciło specjalnie do ubiegania się o status cbr-u.

- To siłą rzeczy musi oznaczać myślenie przyszłościowe, a mamy kryzys. Może przedsiębiorcy zbyt są zaabsorbowani dzisiejszym dniem?
- Kryzys przedsiębiorstwa oczywiście odczuwają, ale dużo łagodniej niż w latach 2008-2009. Firmy są lepiej wyposażone, bardziej innowacyjne, dysponują nowszymi technologiami. Nawet zmniejszając potencjał do 30% są w stanie dalej funkcjonować.

- Dla dobrze zorganizowanej firmy brak kilkuset tysięcy na wdrożenie nie jest zbyt wielkim problemem. Na pewno musiał Pan zadać nie raz pytanie, dlaczego one czekają na dotacje, a nie próbują same inwestować w nowe technologie.
-  Takie firmy, inwestujące w rozwój tylko z własnych pieniędzy również mamy. Ale to jest rozwój polegający głównie na zakupie urządzeń i gotowych technologii zza granicy. Te natomiast, które chcą wdrożyć coś własnego muszą mieć kontakt z jakimś zespołem badawczym. Przekonują się szybko, że próba całkowicie samodzielnego wdrożenia jest znacznie bardziej kosztowna, bo błędy kosztują. Jeżeli brakuje bogatej wiedzy w jakimś zakresie, to błędy są nieuniknione. Kilkaset tysięcy złotych to może nie jest suma trudna do wyłożenia, ale jest ona w tym przypadku obarczona bardzo dużym ryzykiem. Wydatek w postaci inwestycji w gotową linię czy maszynę, sprawdzoną wielokrotnie jest na ogół niezbyt ryzykowny. Rachunek ekonomiczny jest tu stosunkowo prosty. Natomiast wdrożenie czegoś oryginalnego na własną rękę jest niesłychanie ryzykowne. System projektów celowych znacznie obniża to ryzyko, a ponadto pozwala uzyskać pieniądze dość szybko. Dlatego najczęściej dofinansowuje się badania przemysłowe na etapie laboratoryjnym, kiedy ten stopień niepewności jest największy. Trochę mniej dofinansowuje się prace rozwojowe, kiedy już powstaje prototyp, bo wtedy już mamy pewną wiedzę na temat realnych perspektyw tej innowacji. Samo wdrożenie do produkcji nie jest dofinansowane, co moim zdaniem jest błędem i być może w nowej perspektywie finansowej, kiedy ruszy Program Operacyjny Inteligentny Rozwój uda się wrócić do pomysłu, by połączyć projekty celowe ze wsparciem samego wdrożenia. Chodzi o to, by przedsięwzięcie miało odpowiednią skalę, nie skończyło się na serii informacyjnej, która nas w istniejącym systemie zadowala, jest wystarczająca do rozliczenia projektu. Ale dla przedsiębiorcy, biznesmana nie jest to wystarczające. I tu potrzeba kolejnego wspomagania.

- Niektóre z firm beneficjentów współpracują z Centrum przez wiele lat. Zrealizowały po kilka projektów. Czy widzi Pan w nich zmiany dotyczące może praktyk organizacyjnych, myślenia, poziomu wiedzy technicznej?
- Tak, mamy przykłady firm, które dzięki projektom celowym mogły nadać nowe tempo swojemu rozwojowi. Z pewnością należy do nich Melex, który uruchomił cały szereg modułowych pojazdów elektrycznych będących hitem rynkowym nie tylko w Polsce. Pojawiła się grupa firm, w których rozwinięto nową generację maszyn rolniczych, przy wsparciu Przemysłowego Instytutu Maszyn Rolniczych. Ta grupa, znając dobrze rynek wyciągnęła wnioski prawidłowo oceniając m.in sytuację w rolnictwie, gdzie coraz bardziej potrzeba niewielkich wyspecjalizowanych maszyn i urządzeń. Pieniądze, które się pojawiają na modernizacje rolnictwa europejskiego sprawiły, że rolnicy zaczęli kupować nowoczesne maszyny. Dziś są sprzedawane na całym świecie, ponieważ ci producenci zrozumieli, że na takim rynku muszą walczyć jakością i efektywnością maszyny. Powstały ciekawe, zaskakujące konstrukcje. Coś podobnego wydarzyło się w odlewnictwie, które wydawało się branżą stosunkowo ograniczoną, tradycjonalną i zamkniętą. Tu działa ok. 400 firm, wszystkie od dawna są prywatne. W niektórych z nich instaluje się urządzenia, jakich nie ma nigdzie na świecie. Odlewnie z prostych, siermiężnych zakładów rzemieślniczych przekształcają się w nowoczesne firmy high-tech. W odlewnictwie jest sporo średnich firm zatrudniających ok. 200 osób. Takie właśnie firmy świetnie się znajdują w tym programie. Powstało w nich mnóstwo ciekawych projektów - wszystkie zakończone wzrostem sprzedaży i liczby miejsc pracy. O skali innowacji występujących w odlewnictwie, nie tylko w Polsce, niech świadczy przykład odlewu, który nagrodzono na ostatnich targach w Dusseldorfie: jest to jeden odlew złożony z 80 części, które kiedyś należało dopiero łączyć, mocować, spawać ze sobą. My nie jesteśmy w tym wyścigu gorsi. Sukcesy projektów odlewniczych wynikają też z faktu, że tu ciągle jest wielu dobrych fachowców, którzy dobrze wiedzą, co chcą osiągnąć. Przez 10 lat w programie projektów celowych udało się wygenerować 1800 nowych miejsc pracy. Stanowi to dla nas ogromną satysfakcję.

- Czy udało się wykreować jakieś nowe w Polsce specjalności?
- Myślę, że dałoby się znaleźć kilka firm, które podjęły zupełnie nową tematykę zwłaszcza w elektronice. Nie lekceważyłbym dziedzin uważanych za tradycyjne, gdyż właśnie w ich obrębie pojawiają się także nowe specjalności, koncepcje dotąd niespotykane, jak w przypadku maszyn rolniczych czy drogowych. Z ostatnich projektów ciekawym przykładem jest montowalny parking wielopoziomowy, naprawę oryginalna konstrukcja. Lokując duże nadzieje w inspirowaniu innowacji drogą takich celowych projektów trzeba jednak pamiętać, że mamy do czynienia z małymi i średnimi firmami komercyjnymi. Ich możliwości nie są nieograniczone.

- Ponieważ program projektów celowych w przekroju wielolecia okazał się tak efektywny, należałoby oczekiwać naśladowców. Dlaczego, Pana zdaniem, nie widać znaczących kontynuatorów tej formy dotacji i nie rozwinięto jej na większą skalę? Może wówczas nie narzekalibyśmy na tak marną kondycję innowacyjną polskiej gospodarki na tle Europy?

- To jest pytanie raczej do tych, którzy mogliby zapewnić kontynuację naszego programu. Na wszystkich naszych oficjalnych wystąpieniach demonstrujemy efektywność tego systemu. Jest on znany zarówno w Ministerstwie Nauki jak i innych instytucjach i chwalony za efektywność. Ale przy każdej okazji podkreślam: trzeba zmienić myślenie o takich projektach. Przestać o nich myśleć jako o dotacji skierowanej do instytutu, jednostki badawczej czy firmy. To nie jest dotacja. To jest biznes, jaki państwo robi z małym i średnim przedsiębiorcą. Bo ta firma wkłada dwa razy więcej pieniędzy niż dostaje. Ponosi ryzyko. A w rok po zakończeniu projektu (średnio) te pieniądze, które wyszły w postaci dotacji wracają do budżetu Państwa, w postaci podatków i zredukowanych kosztów tworzenia nowych miejsc pracy.

- Może chodzi o to, żeby przy dotacjach wydawać pieniądze jak najszybciej, a tu droga bywa trudna?

- Najłatwiej jest wydać dotacje na zwykłe inwestycje. Obiekt zostaje zbudowany, zakup dokonany, faktury rozliczone. U nas obowiązuje zupełnie inne podejście. Wniosek jest starannie weryfikowany od strony techniczno-ekonomicznej, a projekt kontrolowany na bieżąco. W efekcie, wydając ok. 20 mln zł dotacji rocznie tworzymy grupę kilkuset firm, które starają się być innowacyjnymi. Ale w Polsce mamy dwa miliony MŚP. Uważam więc, że nawet budżet naszego Państwa stać na to, by przynajmniej o rząd wielkości zwiększyć skalę takiej pomocy i że będzie ona nadal tak efektywna.

- Dziękuję za rozmowę.

EFEKTY OGÓLNE PROJEKTÓW CELOWYCH

W latach 2001-2013
Rozpatrzono 1476 wniosków
Zawarto 923 umowy o dofinansowanie
Łączne nakłady na projekty: 635,5 mln zł.
Łączne nakłady na prace b+r: 422,3 mln zł.
Łączne dofinansowanie z umów: 200 mln zł.
Średnie dofinansowanie projektu: 216,7 tys. zł
Zakończono i rozliczono 755 projektów celowych

Łączne efekty zrealizowanych projektów:
Przyrosty przychodów ze sprzedaży: 1414 mln zł.
Przyrost zysku brutto: 215 mln zł.
Przyrost zatrudnienia: 1799 osób

EFEKTY III UMOWY (2009-2013)
Rozpatrzono 497 wniosków
Zawarto 183 umowy
Łączne nakłady na projekty: 182,7 mln zł
Łączne nakłady na prace b+r: 120 mln
Łączne dofinansowanie umów: 60 mln
Średnie dofinansowanie projektu: 326,5 tys. zł
Zakończono i rozliczono (do 31 stycznia 2013 r.) 65 projektów

Najbardziej aktywne jednostki badawcze współpracujące z firmami:
-    Przemysłowy Instytut Maszyn Rolniczych w Poznaniu: 29 umów
-    Instytut Mechanizacji Budownictwa i Górnictwa Skalnego – 22
-    Akademia Górniczo- Hutnicza im. St. Staszica – 18
-    Instytut Odlewnictwa w Krakowie – 14
-    Politechnika Warszawska –10
-    Główny Instytut Górnictwa w Gliwicach –7
-    Politechnika Krakowska –6
-    Instytut Techniki Górniczej KOMAG – 5
-    Instytut Pojazdów Szynowych TABOR –4


Najwięcej umów zawarto w województwach:
-    śląskim – 40
-    podkarpackim – 27
-    wielkopolskim – 26
-    mazowieckim - 18
-    łódzkim - 15
-    małopolskim  - 12