Z dr hab. Jackiem Gulińskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, rozmawia Irena Fober.

- Wartość umów podpisanych w Programie Operacyjnym Innowacyjna Gospodarka przekroczyła już 36 mld zł, a mimo to znów spadliśmy w rankingu innowacyjności EU Innovation Scoreboard, lądując na czwartym miejscu od końca w grupie „innowatorów o skromnych wynikach”. Źle wydaliśmy ogromne środki przeznaczone na wsparcie sektora b+r?
- Zbyt wcześnie, by podsumowywać efekty PO IG. Program jeszcze trwa i dopiero za kilka lat zarówno duże inwestycje, dzięki którym powstało szereg centrów naukowo-badawczych i wyposażono wiele laboratoriów, jak też miękkie projekty znajdą odzwierciedlenie w statystykach GUS i podawanych przez Komisję Europejską wskaźnikach. Zestawienia wykorzystują dane GUS z 2009 r., które tak naprawdę pokazują stan naszej gospodarki z 2008 r. Boom finansowy i infrastrukturalny, który pojawił się w polskiej nauce, jest kwestią ostatnich 3-4 lat, czyli siłą rzeczy nie mógł się jeszcze przełożyć na wskaźnik innowacyjności. W Innovation Scoreboard bierze się pod uwagę dostępność na rynku pracy ludzi z dobrym wykształceniem oraz liczbę doktorantów i tu nie wypadamy źle, niestety nie możemy się chwalić liczbą patentów, aczkolwiek dynamika ostatnich lat napawa optymizmem. Faktem jest, że nasi przedsiębiorcy podali, iż wdrożyli mniej nowych technologii, produktów i usług niż przed rokiem. Jeśli więc nie drgnie w polskiej gospodarce, nadal będziemy daleko w tym zestawieniu.

- A może statystyka nie do końca odzwierciedla innowacyjność naszej gospodarki?
- Mamy parę pytań co do statystyki publicznej w tym obszarze. Rozmawialiśmy o tym z prezesem GUS i parę tygodni temu powstała grupa robocza z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Nie możemy zmienić formularzy, ponieważ obowiązuje nas unijny wzorzec. Ale możemy coś zrobić, żeby były one rzetelnie wypełniane i by przedsiębiorcy rozumieli, co wpisują w odpowiednie rubryki. Komentarz do formularzy, delikatnie mówiąc, jest dosyć złożony i jestem szczęśliwy, że sam nie muszę tego wypełniać. Wydaje się też, że przedsiębiorstwa często nie wykazują w odpowiednich rubrykach wydatków na b+r, ponieważ boją się, iż organa kontroli skarbowej zaczną się im dokładniej przyglądać. Jak wiemy, decyzje o zakwalifikowaniu pewnych wydatków mogą być całkowicie odmiennie rozumiane przez urzędy skarbowe w różnych miastach. Gdyby wprowadzono ulgi podatkowe, przedsiębiorcy siłą rzeczy wykazywaliby swoje wydatki, a wtedy również w statystykach nakłady na b+r spoza budżetu wzrosłyby znakomicie.

- O ulgach dla innowacyjnych firm mówi się od lat...

- No właśnie, powstaje pytanie, co jako państwo zrobiliśmy, żeby metodą małej marchewki przekonać i skusić przedsiębiorców, by byli bardziej innowacyjni? Obecnie mamy dwa bardzo „delikatne” instrumenty, mianowicie odpis wydatków na nowe technologie oraz fundusze wdrożeniowe, które mogą tworzyć przedsiębiorstwa objęte statusem centrum b+r. Argumentem dla Ministerstwa Finansów przeciw rozszerzaniu zachęt podatkowych do finansowania b+r jest to, że dzisiaj z tych możliwości korzysta minimalny odsetek przedsiębiorstw.

- Dlaczego?
- Zapewne obawiają się szczególnego traktowania przez izby skarbowe. Jeśli zaś chodzi o przedsiębiorstwa ze statusem centrów b+r, jest ich zaledwie dwadzieścia parę, więc skala problemu jest statystycznie pomijalna, a szkoda. Jeżeli jednak stawiamy sobie cel 1,7% PKB na b+r w 2020 r., musimy jasno powiedzieć, że nie chodzi o zwiększenie nakładów z budżetu, lecz o parokrotny wzrost środków niepublicznych. W Programie Rozwoju Przedsiębiorstw zaproponowano, by część wydatków na b+r można było odjąć od podstawy opodatkowania. Rezerwa ministra finansów jest zrozumiała, gdyż na krótką metę ograniczy to przychody państwa z podatków. Można oczywiście mówić, że jest to dobra inwestycja, która za kilka lat przyniesie więcej przychodów, ale nie zapominajmy, czym w polityce jest perspektywa 3-4 lat, a poza tym nie jesteśmy w okresie rozkwitu gospodarki, lecz jej spowolnienia. Ale jeśli nie chcemy, aby gospodarka oparta na wiedzy była pustym hasłem, wprowadzenie tego typu zachęt jest konieczne. Dlatego sektor nauki wspiera Ministerstwo Gospodarki w dyskusjach z Ministerstwem Finansów, zwłaszcza że gdy przyjrzeć się dokładnie, jak to jest regulowane w krajach na zachód od Odry, widać, że tego rodzaju zachęty działają we wszystkich liczących się gospodarkach zjednoczonej Europy

- A co z odpisem od podatku CIT?
- Jest to propozycja minister Barbary Kudryckiej. Filozofia jest prosta: przedsiębiorstwa, które płacą podatek CIT, mogłyby przekazać 1% tego podatku na rzecz wybranej jednostki naukowej o kategorii A i B. Bez zobowiązań, tak samo, jak my przekazujemy 1% naszego podatku PIT. Zakład, który ma więcej pieniędzy, może je podzielić między różne jednostki. Jeśli uda nam się w tym roku uciec przed procedurą nadmiernego deficytu, a wszystko na to wskazuje, to od 1 stycznia 2014 r. zacznie obowiązywać odpis od podatku CIT. Dlatego apeluję do wszystkich dobrych jednostek naukowych, aby pilnie rozejrzały się na rynku w poszukiwaniu przedsiębiorstw, które mogłyby być ich darczyńcami.

- O jakich pieniądzach mówimy?
- Ten 1% to jest tylko albo aż 350-400 mln zł. Na pewno na początku nie wszystkie zakłady z tego skorzystają, więc uszczerbek podatku nie będzie szokujący, co znakomicie pomaga nam w rozmowach z Ministerstwem Finansów, aczkolwiek chcielibyśmy, aby cały 1% trafił do jednostek naukowych. Być może będzie to pomoc symboliczna, ale ważna jako katalizator budowania nowej kultury współpracy między biznesem a jednostką naukową - dziekan wydziału czy dyrektor instytutu będzie musiał się zastanowić, jak wyjść naprzeciw oczekiwaniom gestora, aby również w następnych latach otrzymać wsparcie.

- Czym od PO Innowacyjna Gospodarka będzie się różnić Program Inteligentny Rozwój, którego budżet na lata 2014 – 2020 ma wynieść ok. 10 mld euro? To bardzo duże pieniądze, które musimy wydać z sensem.
- Jest to ostatnia szansa, żeby zainwestować w przyszłość i zmienić obraz naszej gospodarki, bo w perspektywie następnych kilkudziesięciu lat nie będzie drugiego takiego programu. Inteligentny Rozwój jest spadkobiercą PO IG. Robimy w tej chwili remanent, który pozwoli odpowiedzieć na pytanie, jakie instrumenty się udały i przełożyły na konkretne efekty, które szwankowały i trzeba je zmienić, a które na pewno się nie sprawdziły.

Zależy nam, by w większym stopniu skoncentrować środki, skonsolidować sektor nauki i skoordynować działania. Pod tymi hasłami przystąpiliśmy do pracy. Punkt wyjścia jest niezły, bo nieprzypadkowo na pierwszym miejscu spośród 11 ustanowionych przez Komisję Europejską celów szczegółowych znalazło się wsparcie b+r oraz innowacji. Będziemy mieć do dyspozycji porządną kupkę pieniędzy, ale czy mamy je wydawać podobnie, jak w latach 2007-2013? Oczywiście nie. Chociażby dlatego, że pieniądze z PO IG zmieniły krajobraz polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Szacujemy, że co najmniej 25 mld zł poszło na inwestycje w centra badawcze, laboratoria, budynki uczelni. Trzeba nie mieć dobrej woli, żeby tego nie zauważyć, przejeżdżając przez Polskę. Teraz musimy inteligentnie zagospodarować to, w co wcześniej zainwestowaliśmy i dołączyć do nauki europejskiej. Nie jest bowiem aż tak trudno zbudować mury i postawić w nich aparaturę, znacznie trudniej jest kontynuować byt takiego centrum, znajdować środki na zatrudnienie świetnych w wymiarze europejskim uczonych, realizować duże projekty badawcze, utrzymywać kontakty z gospodarką.

- A są jeszcze apetyty na kolejne inwestycje?

- Apetyty będą zawsze, bo są to apetyty poszczególnych regionów, prezydentów miast, rektorów. Czasami są to sensownie uzasadnione ambicje, czasami element gry politycznej. Patrząc na mapę inwestycji utworzoną ostatnio w MNiSW widać, że w sposób naturalny wytworzyły się pewne centra kompetencji, na które skierowano naprawdę dużo środków. Nie może być tak, żeby ambicją każdego miasta średniej wielkości było np. kolejne centrum nano-bio-medyczne. Nowa infrastruktura? - tak, ale tylko dla tych, co już mają potencjał i potrafią udowodnić, że będzie to sensowny wydatek. Chcemy, aby Inteligentny Rozwój wspomógł nasz udział w tworzeniu Europejskiej Przestrzeni Badawczej. Za wcześnie o tym jeszcze mówić, ale w ciągu najbliższych miesięcy pojawi się pakiet dla biznesu z konkretnymi propozycjami rozwiązań podatkowych i programów, które umożliwią miksowanie środków publicznych i pozabudżetowych na b+r. Kolejnym obszarem interwencji będzie wsparcie środkami strukturalnymi tzw. smart specjalizacji. Korzystając z Krajowego Programu Badań i wyników Foresightu Technologicznego Przemysłu w Polsce inSight 2030, wypracujemy wspólną listę specjalizacji krajowych. Swoje specjalizacje wybierają również regiony.

Czwartym pakietem Inteligentnego Rozwoju będą inwestycje w ludzi, którzy pomogą nam to wszystko zrealizować, w ich mobilność, zdolność do prowadzenia badań i budowania przedsiębiorstw i komercjalizacji badań, a także w ochronę własności intelektualnej.

- Jaka będzie autonomia regionów w tym programie?
- Jest kilka regionów, które same chciałyby stanowić o wydatkach na b+r, ale naszym zdaniem powinny to być jednak decyzje podejmowane centralnie. Dobre notowania NCBR w środowisku naukowym i biznesowym pokazują, że takie działanie się sprawdza i nie ma sensu powoływać dziesiątków regionalnych agencji. Jednoznaczne jest również stanowisko Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, że środki na b+r oraz na innowacje będą dzielone w programie Inteligentny Rozwój na poziomie centralnym, co zamyka dyskusję. Rozmawiałem już z paroma marszałkami województw, którzy są bardzo zainteresowani tym, jak Ministerstwo widzi przyszłość b+r i innowacji w ich regionie. Oznacza to, że regiony dojrzały do proinnowacyjnego działania. Chapeaux bas, warto spotykać się z tymi, którzy czują taką potrzebę. Rozumiemy aspiracje regionów silnych w obszarze b+r, niemniej jednak uważamy, że ostateczne decyzje powinny znaleźć się w jednym ręku.

- Mówi się, że wsparcie w znacznym stopniu będzie realizowane w formie pożyczek, a nie dotacji.

- Komisja Europejska zwraca uwagę, że nie wszystko powinno być dotowane, część środków można tak wykorzystać, aby nimi obracać wielokrotnie. Trzeba się zastanowić, czy to jest dobry układ, gdy przedsiębiorca kupując sprawdzoną w Europie technologię, inwestuje tylko 50% własnych środków, a na resztę składa się podatnik europejski? Imitacyjna innowacja ma sens, ale czy na pewno muszą być na to dotacje? A może powinniśmy zamienić je na korzystny kredyt? Dzisiaj wsparciem objętych jest mniej niż 1% przedsiębiorstw. Jeżeli te same środki pożyczymy najpierw jednemu, a potem drugiemu i trzeciemu przedsiębiorstwu, procent zadowolonych będzie większy. Myślę, że pójdziemy w tym kierunku, żeby na zakup sprawdzonej technologii, gdy przedsiębiorca nie ponosi większego ryzyka, przeznaczyć instrumenty zwrotne. Zaś tam, gdzie przedsiębiorca komercjalizuje mniej lub bardziej opierzone wyniki badań naszych rodzimych naukowców, będziemy próbować złagodzić ich ryzyko poprzez dotacje. Wówczas pieniądze zostaną w sektorze nauki i staną się inwestycją na przyszłość.

Fundusze Strukturalne powinny uwzględniać rozwój tych obszarów nauki, które mają przełożenie biznesowe w danym regionie i prowadzą do wzrostu poziomu innowacyjności gospodarki. Wówczas nie będziemy się martwić i denerwować, kiedy ukaże się kolejny Innovation Scoreboard .


- Dziękuję za rozmowę.

Projekty celowe są łatwym i szybkim instrumentem. W ostatnich latach ocenialiśmy je zawsze wysoko, był to bardzo dobry układ zawarty między MNiSW i FSNT NOT i nie słyszałem, aby pojawiły się jakieś pomysły, żeby nie kontynuować tego działania. Być może projekty celowe będą prowadzone trochę w innej formule, ale wydaje nam się, że program, który jest jednym ze sztandarowych osiągnięć NOT, i słusznie, bo rzeczywiście można się nim pochwalić, będzie utrzymany w najbliżej przyszłości. Za wcześnie jeszcze, żeby mówić o szczegółach, ale tego typu projekty, które zachęcają naukę i biznes, by wspólnie łożyły na b+r, na pewno znajdą swoje miejsce w nowej perspektywie finansowej.