Wytrawny obserwator relacji z imprez targowo- wystawienniczych dochodzi zapewne do wniosku, że nastąpiło w tej kwestii uwstecznienie. Jeszcze w latach 80. w audycjach czy reportażach z czerwcowych Międzynarodowych Targów Poznańskich i pierwszych branżowych - jesiennej Polagry dużo mówiono o zawartych tam „korzystnych” dla polskich firm kontraktach handlowych. Ostatnio, gdy słuchamy uczestnika jakiejś imprezy targowo- wystawienniczej mówi on najczęściej o zdobytych tam medalach i nawiązanych kontaktach, które mogą przynieść efekt za kilka miesięcy, a nawet lat. Faktycznie tamte –z okresu realnego socjalizmu-spotkania targowe wcale nie były tak efektywne jak przedstawiała je propaganda, a te podpisywane kontrakty były efektem wielomiesięcznej pracy nad wcześniej dogadaną współpracą między stronami.

Natomiast faktyczne korzyści z obecności – trzeba dodać zazwyczaj kosztownej – na Targach są podobne dawniej i dziś. Dla wielu menedżerów sam osobisty kontakt przyszłego użytkownika czy sprzedawcy z producentem tak wiele znaczy, że długo nie szuka kolejnego dostawcy. Efekt dla takiego wystawcy jest. Może się jednak liczyć z efektem ujemnym, gdy go na targach zabraknie. Nieobecność na targach znanej firmy to zazwyczaj sygnał dla klienta, że coś złego się tam dzieje i trzeba z tej współpracy rezygnować.

Dla wielu młodych, wchodzących na rynki firm udział w dużych międzynarodowych targach jest trudny do przecenienia. Szef działającej od 1990 r. firmy produkującej maszyny powiedział mi wręcz, że w rozwoju tego przedsiębiorstwa były dwa etapy: do udziału w pewnych dużych międzynarodowych targach i po tym udziale. Nie tylko nawiązał na tej imprezie wymienione wcześniej kontakty handlowe, ale uwierzył, że wyroby jego firmy nie są gorsze od oferowanych przez markowe koncerny zagraniczne. Ponadto – dzięki obecności na tych targach jego inżynierów- firma zyskała nowy impuls rozwojowy.  W domyśle ten „impuls” polegał głównie na podpatrzeniu konkurencji, a mówiąc wprost szpiegostwie technicznym. W dobie ostrej walki o klienta to targowe „szpiegowanie” jest coraz bardziej powszechne i ostatnio ogranicza ono atrakcyjność imprez targowo- wystawienniczych. Coraz więcej na nich plansz, filmów i pokazów interaktywnych, a coraz mniej prawdziwych eksponatów.

Dostrzegam też, że to zwiedzanie dla zobaczenia eksponatów - jeżeli nie jest się profesjonalistą w danej dziedzinie - staje się też coraz mniej modne. Wracając po targach POLEKO ktoś w pociągu zadał mi pytanie: co najciekawszego widziałem na tamtych Targach. Długo nic nie przychodziło mi do głowy. Nieprzypadkowo. Ja po prostu prawie nie widziałem wystaw, bo wręcz biegałem z jednej konferencji na drugą. Z referatów i dyskusji można było znacznie więcej się dowiedzieć o trendach w światowej ekologii, przygotowywanych i wprowadzanych zmianach przepisów, a także nowych technologiach w produkcji energii odnawialnej czy recyklingu niż oglądając wystawowe eksponaty. Podobnie może być na tegorocznych MTP „Innowacje- Technologie- Maszyny”. Warto będzie posłuchać dyskusji panelowych w trakcie XI już Forum Inżynierskiego czy wielu innych debat między naukowcami i przedsiębiorcami na konferencjach. A wystawy zwiedzić w przerwach wybierając te ich fragmenty, co do których mamy jakąś wiedzę. Obecne międzynarodowe targi, to imprezy głównie dla profesjonalistów. Te najważniejsze są organizowane w: Poznaniu, Warszawie, Kielcach i na Śląsku, wybrane branżowe są w Gdańsku, Krakowie i Bydgoszczy no i raz do roku największe w Bielsku Białej.

Henryk Piekut