Rocznik jest dla win europejskich sprawą o kardynalnym znaczeniu. Jako że klimat jest w Europie silnie zmienny, winorośl w poszczególnych latach różnie dojrzewa i - w konsekwencji - daje różniące się od siebie wina. W Nowym Świecie wpływ roczników na jakość wina nie jest tak duży, ze względu na stabilność klimatu.

Dobre wina trzeba kupować zawsze z "rocznikową" ściągawką w ręku, żeby uniknąć wydawania sporych pieniędzy na niewarte tego roczniki. Takie ściągawki dostępne są gratisowo w sklepach specjalistycznych, na degustacjach, promocjach, targach wina itp.; rozdają je też producenci wina i regionalne organizacje winiarzy.
Żeby przekonać Państwa, że roczniki znaczą dla wina tak wiele, posłużę się przykładem zorganizowanej pod koniec ubiegłego roku degustacji pionowej win Quinta do Vale Meao z portugalskiego Douro - uznawanych obecnie za ścisłą czołówkę winiarską Portugalii. Imprezie patronował polski importer tych win - firma Mielżyński, a jej program obejmował 6 kolejnych roczników - od 2005 po 2010.

Degustacja rozpoczęła się od Quinta do Vale Meao 2005. Pomimo upływu już 7 lat od zbiorów, wino to miało intensywny kolor, było oleiste na ściankach kieliszka, miało też fantastyczny, mocno warzywny nos z odrobiną lukrecji. W ustach było ekstraktywne, z wieloma ciemnymi, gęstymi nutami, wyraźnie wyczuwalnymi, miękkimi taninami na finiszu i dobrze wbudowaną kwasowością. Jednym zdaniem określiłbym je jako wino tajemnicze w swoim charakterze.

Rocznik 2006 tego samego wina miał też piękny kolor, ale bardziej wybijały się w nim niebieskawe refleksy. Na ściankach kieliszka bardziej pieniste niż poprzednie, w nosie było ponownie bardzo warzywne, ale w ustach bardziej owocowe niż to z rocznika '2005. Lukrecja była w nim obecna raczej śladowo. Finisz wina był gładszy, a kwasowość i taniny wyczuwalne bardziej przy ataku niż na finiszu. W swoim charakterze to wino było bardziej dżemowate, okrąglejsze i słodsze od poprzednika.

Quinta do Vale Meao 2007 było ciemniejsze od poprzedników, z mniejszymi łzami i niezbyt pieniste na ściankach kieliszka, za to z pięknym warzywno-ściółkowym nosem. Jego usta były wręcz rewelacyjne - bo równocześnie i potężne, i eleganckie. Był w nich ekstrakt i owoc, taniny i kwasowość (cóż za równowaga!). Nie zdziwiło mnie to wszystko, bo wiedziałem, że 2007 r. był w Douro jednym z najlepszych roczników w XXI w.

Szata wina rocznika 2008 była podobna jak tego z 2007 r., ale nos nie robił już tak dobrego wrażenia. W ustach nie było też równowagi tak wspaniałej jak u poprzednika, a przy ataku nieprzyjemnie zaznaczały się jakieś gorzkie nutki. Docenić trzeba jednak ewolucję tego wina w ustach (im bardziej ku finiszowi, tym wino smakowało lepiej) i jego dobrą długość oraz posmak.

Rocznik 2009 Quinta do Vale Meao miał szatę dość typową dla tego wina. W nosie dominowały ostre warzywa z lukrecją, natomiast usta były dość alkoholowe, ale z dobrą równowagą i wyraźnie zaznaczonymi, miękkimi, wręcz słodkawymi taninami. To wino, trochę dżemowate w swoim charakterze, dobrze wypełniało usta, było bardzo długie, miało świetny posmak, choć w porówaniu z rocznikiem 2007 brakowało mu trochę ekstraktywności.

Kończący degustację rocznik 2010 miał mało jeszcze wyraźny, owocowo-warzywny nos oraz owocowe, trochę alkoholowe (zwłaszcza przy ataku) usta. Choć to przecież bardzo młode wino, już teraz zwracało jednak uwagę świetne zintegrowanie tanin i kwasowości, dobra równowaga i bardzo przyjemny, długi posmak. Trochę brakowało mu ekstraktu, ale na to trzeba jeszcze poczekać.

Jak Państwo widzą - niby wino to samo, ale w każdym roczniku inne. Wprawdzie nawet te trochę gorsze roczniki smakowały dobrze, ale to w końcu nie dziwota, skoro butelka tego wina kosztuje u Mielżyńskiego ok. 220 zł, a w Portugalii jest jeszcze droższa (sic!). Tak czy owak, na zdrowie!

winny maniak