W mojej pracy ciągle występuje silny stres związany z niepewnością, jak przebiegnie pierwsze uruchomienie turbiny po modernizacji. Tu zawsze należy się liczyć z niespodziankami. Jestem w pewnym stopniu uzależniony od tej adrenaliny, jestem pracoholikiem.

Ale nie da się w stresie żyć bez przerwy. Dlatego, kiedy tylko mogę, odprężam się przy wędkowaniu. Wyjeżdżam na 2-4 dni nad wodę i dopiero tam mogę trochę odreagować. Również w czasie letnich urlopów, spędzanych często za granicą, wiele czasu poświęcam wędkowaniu. Krótsze pobyty niewiele dają dla regeneracji.
Wyruszam o 4-5 rano nad Brdę, w Bory Tucholskie, w głuszę, o 1,5 km od najbliższego budynku. Mam tam łódkę. Używam spinningu z woblerami, trafiają się więc duże szczupaki, okonie, sumy, sandacze. Niedawno - będąc służbowo w Finlandii - miałem okazję powędkować w morzu, gdzie, co było bardzo zaskakujące, trafiliśmy na ogromne szczupaki. Jeden z okazów ważył 18 kg. Na ogół jednak łowię mniejsze - do 2 kg. Te najbardziej nadają się do jedzenia. Zbudowałem niewielką wędzarnię z blachy nierdzewnej, w której używam olchy i jałowca. Mogę zaopatrywać rodzinę i przyjaciół w świeżo wędzoną rybę.

Jedną z domowych przyjemności jest pielęgnacja ogrodu. Moja żona też jest tym pochłonięta - niedawno otrzymaliśmy nagrodę za najładniej zagospodarowaną posesję w Sopocie. Uprawiamy przede wszystkim rzadkie odmiany wieloletnich kwiatów. Szczególnie zadbałem o ptactwo - zbudowałem kilkanaście domków i karmników i teraz mamy całe chmary gości. Zimą - przede wszystkim sikorki. Przylatuje też 5-8 dzięciołów. Naliczyłem 60 takich stałych stołowników, którzy zwłaszcza zimą potrzebują stałego dokarmiania w sporych ilościach. Przygotowuję dla nich różne rodzaje pożywienia. Trzeba je chronić przed krukami i srokami. Stała aktywność fizyczna w kontakcie z przyrodą jest więc nie tylko pożytkiem dla zdrowia, ale daje też satysfakcję z zajęcia dającego pozytywne efekty dla otoczenia.