Najważniejsza dla mnie jest rodzina, a ponieważ z natury jestem domatorem, staram się przebywać w domu z bliskimi możliwie jak najdłużej. Niestety ze względu na wykonywany zawód zdarza się, że fizycznie jestem z nimi, ale myślami – daleko - w… pracy. To, co uda się w tym czasie przemyśleć i nawet uznać za rewelacyjne, przeważnie dnia następnego okazuje się całkowitą bzdurą. Tak to już bywa w moim zawodzie projektanta.
Wszystko, co dzieje się wokół mnie poza pracą, jest związane z obowiązkami dnia codziennego (rodzinnymi), a to skutecznie ogranicza zainteresowania hobbystyczne, na które po prostu brakuje czasu.

Jeśli kiedyś uda się poświęcić kilka chwil na zainteresowania, to będą one zwrócone w kierunku motoryzacji, a konkretnie tej zabytkowej. Fascynacja dotyczy nie tylko poszczególnych egzemplarzy, ale również tego, w jakich okresach powstawały i jaki poziom techniki prezentują.

W latach 20. i 30. nie dysponowano komputerami z odpowiednim oprogramowaniem do projektowania, nie było internetu, w którym można podejrzeć, co nowego stworzyła konkurencja, nie było zautomatyzowanych centr obróbkowych sterowanych numerycznie. Przepływ informacji był bardzo ograniczony, a wiedza techniczna i praktyka była na tyle rozwinięta, na ile każdy ją sobie stworzył. Pomimo tego istniało wiele zapomnianych już dzisiaj firm i udało im się zbudować pojazdy, które działały przez wiele lat. Dlatego szczególny szacunek mam nie tyle do poszczególnych eksponatów, ale dla ludzi, którzy je tworzyli. Może kiedyś uda mi się nabyć odpowiedni egzemplarz - zapewne w stanie agonalnym i przywrócić do życia to, co „umarło” dawno temu. Wierzę, że tak będzie, jakieś pieniądze na ten cel wygospodaruję.