O swej drodze życiowej, a także wyborach, które jej towarzyszyły, mówi „Honorowy Złoty Inżynier 2012”, proboszcz parafii św. Trójcy w Warszawie, ksiądz prałat, mgr inż. Włodzimierz CZERWIŃSKI:

Jak to się stało, że będąc inżynierem, zostałem księdzem? Cóż, powołanie jest zawsze sprawą głęboko osobistą, doświadczeniem intymnym i trudno o tym mówić wprost. W 1980 r. ukończyłem studia w Wyższej Szkole Technicznej w Lipsku i podjąłem pracę w Intrografii w Warszawie jako technolog. Dwa lata później - 5 maja 1982 r. zgłosiłem się do seminarium. Wówczas nie przypuszczałem, że moje życie będzie w jakiś sposób naznaczone wcześniejszymi doświadczeniami zawodowymi.

Wydawało mi się, że do przeszłości nie będę wracał w żaden sposób. Ale krótko po studiach seminaryjnych i święceniach zostałem mianowany dyrektorem drukarni Archidiecezji Warszawskiej, później dyrektorem Wydawnictwa Archidiecezji Warszawskiej. Kierowałem więc dużym, ponad 100-osobowym zespołem, w skład którego wchodziły redakcja książek i czasopism, m.in. „Przeglądu Katolickiego” oraz dość duża drukarnia.

POLIGRAF
W ciągu 5 lat korzystałem na co dzień ze swojego doświadczenia poligraficznego. To już były lata 1990-95, a więc moment uwolnienia rynku prasowego i kształtowania się nowych relacji gospodarczych. Drugą rewolucję stanowiły przemiany technologiczne - wkroczenie do prac wydawniczych informatyki i komputeryzacji. Wygląd drukarni zmienił się diametralnie.

Zaczynałem jeszcze w technikum poligraficznym, jako kopista offsetowy. Dziś ten zawód prawie zupełnie zaniknął. Z tym, co potem rozwinęło się tak intensywnie, zetknąłem się na uczelni w Lipsku, gdzie poznawaliśmy już języki oprogramowania, jak fortran, gdzie uczono nas stosunkowo nowoczesnych jak na tamte czasy technologii. Ale to było 35 lat temu. Od tego czasu rzeczywistość zmieniła się zupełnie.

Z Archidiecezji Warszawskiej losy rzuciły mnie do Szwajcarii, gdzie przez 10 lat kierowałem polską misją katolicką dla niemieckojęzycznej Szwajcarii z siedzibą w Zurichu. Podlegały nam kantony mówiące po niemiecku oraz retoromańsku. Kantony niemieckojęzyczne obejmują większość tego kraju. Moje studia w Lipsku przydały się, bo mogłem wykorzystać znajomość języka i kultury. Język niemiecki używany w Szwajcarii jest specyficzny, nieco uproszczony.

W Szwajcarii, na ile czas pozwalał, rozwijałem swoje hobbystyczne zainteresowania literaturą, które towarzyszą mi przez całe życie. Korzystałem też ze znakomitej formy rekreacji - nart biegowych, bo tę można tam uprawiać zawsze. Za zjazdami raczej nie przepadałem.

INŻYNIERSKIE SPOJRZENIE
Natomiast kwalifikacje inżynierskie przydały się bardzo wtedy, kiedy trzeba było zadbać o materialne strony funkcjonowania czy to wydawnictwa, czy później misji, czy też obecnie - parafii św. Trójcy w Warszawie, którą prowadzę. Mieści się ona w starym, zabytkowym obiekcie z XVII-XVIII w. Trzeba tu systematycznego podejścia, bo tak jak każdy stary obiekt wymaga ustawicznej konserwacji i ciągłego działania według planu, który należy weryfikować. Przy ograniczonych środkach jest to przedsięwzięcie bardzo trudne - trzeba stale wybierać. Spojrzenie inżynierskie tu bardzo pomaga. W tym dziele wspomaga nas konserwator zabytków. Jego sugestie umożliwiają stałe równoważenie możliwości z potrzebami.

Powiedziałbym, że w spojrzeniu inżynierskim cenne jest dostrzeganie szczegółów, ich roli w całości. Bez tego niektórzy mają tendencję do nadmiernych uogólnień. To się bardzo przydaje w takich przedsięwzięciach, jakie podejmujemy w parafii św. Trójcy.

Jestem przekonany, że to spojrzenie nie tylko wspomaga prace inwestycyjne, ale też wzbogaca perspektywę w relacjach z drugim człowiekiem, a więc jest pomocne w pracy duszpasterskiej. Łatwiej dostrzec indywidualność, konkretne osobiste problemy i potrzeby. Łatwiej też nawiązać kontakt z drugim człowiekiem, który często jest trudno dostępny, zamyka się w sobie. Patrząc jeszcze szerzej można powiedzieć, że spojrzenie inżynierskie sprzyja przyjmowaniu hierarchii wartości: co jest w danym momencie ważniejsze, a co mniej ważne. Tu działa coś takiego, jak inżynierska intuicja niezbędna wtedy, gdy nie ma możliwości lub czasu na przeprowadzenie szczegółowych rachunków. A już w relacjach z ludźmi rachunki te są mało przydatne. Tak więc inżynierskie spojrzenie przydaje się nie tylko w pracach czysto technicznych nad kształtowaniem rzeczywistości materialnej, ale także w sprawach duchowych.

Not.: jaz