Na półmetku lata 2012, które choć wolne od kampanii wyborczej, nadal jest pełne różnych politycznych pseudoskandali z tzw. aferą taśmową na czele, media podały informacje, iż 6 sierpnia 2012 r. o godz. 7.31 łazik Curiosity wylądował na Marsie. Dla Polaków jest to także dobra wiadomość. Curiosity ma bowiem w swoim wyposażeniu detektor podczerwieni polskiej konstrukcji, urządzenie umożliwiające fotografowanie powierzchni planety.

W mediach tym razem było nawet sporo informacji o tym niezwykłym i bardzo trudnym, a przecież wymagającym ogromnej precyzji lądowaniu na Marsie. Nie przebiły jednak dyskusji o różnorodnych wydarzeniach, częstokroć bardzo małego kalibru. Z całym szacunkiem do wszystkich ogórkowych wydarzeń politycznych tego lata udane lądowanie na Marsie powinno być hitem, dać asumpt do przybliżenia społeczeństwu wynalazków i dokonań wielkich i małych twórców cywilizacji, których prace złożyły się na ten sukces.

Mars nie jest łatwą planetą do lądowania i badania. Wiele wypraw na Czerwoną Planetę zakończyło się niepowodzeniem. Gdzieś w ciszy laboratoriów, fabryk działających na rzecz rozszerzania naszej wiedzy o kosmosie pracują, nierzadko dniem i nocą, specjaliści, których pasją jest nauka, poznanie praw rządzących materią, odkrywanie nowego. Kiedy ich wieloletnie wysiłki, próby, i te udane i niedane, kończą się sukcesem nie potrafimy im poświęcić więcej uwagi niż jakiemuś pseudopolitycznemu wydarzeniu czy mniej lub bardziej fortunnej wypowiedzi polityka, publicysty, czy celebryty. Zamiast więc komentować je na wszelkie sposoby może warto byłoby pokazać np. jaka aparatura ma nam przesłać zdjęcia z miejsc odległych od nas o ponad 229 mln km, kim są twórcy tych urządzeń. Dlaczego ich nazwiska nie goszczą na czołówkach? Czyżby kolejny krok w badaniach kosmosu był mniej ważny niż taśmy szefa kółek rolniczych? Kto dziś pamięta wypowiedzi mniej znanych i bardziej znanych polityków z czasów, gdy Neil Amstrong 21lipca 1969 r. o godz. 3,56 czasu polskiego, jako pierwszy człowiek postawił nogę na Srebrnym Globie? A jego wypowiedź „To mały krok człowieka ale wielki krok ludzkości” na zawsze zapisała się w historii świata.

Przeżywamy obecnie kryzys. Rozwój cywilizacyjny i społeczny świata jest bardzo nierówny, a obszary biedy, głodu i wojen wcale niemałe. Kiedy w XX wieku postęp technologiczny bardzo przyspieszył wielu socjologów i ekonomistów uważało, iż przyczyni się on do wyrównania szans rozwojowych różnych regionów na Ziemi. Tak się nie stało, a co gorsza nawet pogłębiło zróżnicowanie. Dlatego często słyszy się pytanie po co wydawać ogromne pieniądze na badania kosmiczne, gdy mogłyby być one spożytkowane na zmniejszenie różnic rozwojowych i cywilizacyjnych, po prostu na zmniejszenie biedy.

Gdyby media więcej uwagi poświeciły temu, co ludzkość uzyskała w wyniku rozwoju technik kosmicznych pytanie to stałoby się może retoryczne. Nowe materiały, które dziś się znajdują nawet w sprzętach domowych są wynikiem prac w kosmicznych laboratoriach. Cały rozwój techniki przekazu informacji, która wydaje się nam stanem normalnym jest również rezultatem prac naukowców i inżynierów opracowujących i konstruujących aparaturę, którą wysyłano w kosmos. Technika kosmiczna stała się źródłem zaawansowanych technologii, nanomateriałów oraz precyzyjnych urządzeń, bez których nie wyobrażamy sobie nie tylko dalszego rozwoju nauki i techniki, ale medycyny a nawet codziennego życia. Warto więc upomnieć się o to, by nazwiska twórców techniki zaczęły być szerzej znane. Nie umniejszając znaczenia twórców kultury i to zarówno wysokiej, jak masowej, należy pamiętać, że środowisko techniczne ma w ich rozwoju ogromne zasługi. Szczególnie media elektroniczne winny mieć świadomość, że  swoją działalność i znaczenie zawdzięczają w dużej mierze inżynierom.

W naszym kraju rola techniki nie jest specjalnie doceniania, o czym na naszych łamach pisaliśmy wielokrotnie. Nawet obecnie, gdy wiele mówi się o znaczeniu innowacyjności gospodarki widzimy, iż nasz wielki polski plac budowy i inwestycji bardziej zależy od ekonomii niż pragmatyzmu inżynierskiego i praw fizyki.

Nie po raz pierwszy dopominam się o to, by twórca techniki był choć w części tak ceniony i uznany jak artysta estradowy. Czy to jest możliwe? Uważam, że tak, ale do tego potrzebna jest swego rodzaju wola polityczna oraz większa aktywność marketingowa i medialna samych twórców techniki. Zdaję sobie sprawę, że nie leży to w naturze ludzi nauki i techniki, ale muszą oni uznać, iż w świecie technik informacyjnych, które sami stworzyli, nie tylko aktywność twórcza jest niezbędna.

Ewa Mańkiewicz-Cudny