Jakby mało było zmartwień z receptami, spadkami na giełdzie, kryzysem światowym… - nowe dorzuca pogoda. Pożary w Colorado, powodzie na Kubaniu, a w kraju upały, nawałnice, gradobicia… Jedni mówią o zmianie klimatu, inni, że to kara boska. Siedząc na wsi, blisko natury, a z dala od uniwersytetów, skłaniam się bardziej ku drugiej opinii.

Nie ulega wątpliwości, że Pan Bóg ma powody, by nas po głowie nie głaskać. Dając ludziom Ziemię we władanie i zachęcając, by czynili ją sobie poddaną, być może nie wziął dostatecznie pod uwagę, co człowiek potrafi, szczególnie gdy się w pełni rozwinie intelektualnie. Faktem jest, że współczesne pokolenie śmielej sięga po prawa natury, nawet najbardziej fundamentalne, niż pierwsze po owoc rajskiej jabłoni. Sięga nie tylko po to, by je poznać, ale także wykorzystać, a nawet co nieco poprawić, choć bywa, że odczytać ich poprawnie nie potrafi.

Tak jest np. z prawem zapisanym lapidarnie słowami: „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”, powszechnie a błędnie uważanym za opis ludzkiego losu. Człowiek współczesny jest oczywiście zbyt mądry, aby się łudzić, że prawo tak odczytane uda się poprawić i z pożytkiem dla siebie wykorzystać. Nie poszukuje już eliksiru młodości, a i klonowanie nie rozpala tak, jak jeszcze niedawno, jego wyobraźni, co jednak nie oznacza, że nic nie stara się zmienić w tym zakresie. Przyjmując z pokorą fakt, że nie da się wydłużyć ludzkiego życia, stara się przynajmniej wydłużyć pamięć.

Przykład Lenina nie jest może najlepszą tych starań ilustracją, bo to przypadek jednostkowy - zresztą dość mamy przykładów krajowych. W każdej większej osadzie, w niewielkiej nawet parafii ciągną się za cmentarnym murem hektary pamięci, betonowe pustynie. Zmiany w obyczajowości i wzrost zamożności sprawiły, że człowiek nie tyle w proch się obraca, co w kawał betonu. Przyroda, która niegdyś – jak nauczyciel po skończonej lekcji - ścierała tablice czasu, który minął, by miało na czym pisać własne dzieje nowe pokolenie, dziś ma z tym niemałe kłopoty. Oczywiście kłopoty z tymi, co odeszli, są niczym w porównaniu z tymi, jakich jej przysparzają ci, co żyją.

Jak zaznaczyłem poprzednio, słowa „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz” nie odnoszą się wyłącznie do ludzkiego losu, ale wyrażają fundamentalne prawo, które obowiązuje w naturze. Cokolwiek ona tworzy, wie z góry, jak to posprzątać. W ten sposób mamy na Ziemi bilans w istocie zamknięty - dokładnie mieliśmy przez lat być może miliardy.

Obecnie geniusz ludzki osiągnął już taki poziom rozwoju, że z łatwością potrafi tworzyć rzeczy nowe - materiały, konstrukcje i zjawiska - nie osiągnął jednak jeszcze takiego stanu, aby móc to po sobie posprzątać. Zadanie to zostawia na ogół naturze, nie bacząc, że rozpasany w szale tworzenia robi takie rzeczy, które się jej nie śniły. Nie zawsze rzeczy straszne - czasem zwyczajnie śmieszne, jak choćby owe psie kupki, które miast zwrócić ziemi dla dalszego użytkowania, pakuje w foliowe torebki i konserwuje w osiedlowych pojemnikach, wypierając w ten sposób z miejskich przestworzy, opiewany niegdyś w poezji i piosenkach, zapach jaśminów i bzów.

Współczesny człowiek stawia naturę w obliczu coraz to nowych, trudniejszych wyzwań, konsekwentnie i z uporem realizuje scenariusz rodem z filmów grozy - nowego Frankensteina, co się wymyka spod kontroli. Siedząc na wsi obserwuję, jak się rozrasta i pręży ten stwór - jak mnożą się i piętrzą hałdy, jak śmierdzi dym ze śmieci palonych w domowych paleniskach, jak wrasta plastik w ściółkę leśną, tężeją ścieki w stawach… a wszystko w imię postępu, lepszego jutra, zasobniejszej kiesy, szczęśliwszego życia.

Nie wiem, czy w sferze ochrony środowiska nie należałoby dziś szukać recepty na kryzys, jak niegdyś szukano jej w robotach publicznych, budowie dróg i autostrad, wreszcie w przemyśle zbrojeniowym. Środowisko zdane na pastwę przedsiębiorczych cwaniaków, urzędniczą impotencję, głupotę radosnych mas stwarza zagrożenie nie mniejsze może niż wojna. Choć oczywiście lepiej tego nie sprawdzać.

hen