Z Ryszardem TRYKOSKO, przewodniczącym Zarządu Głównego Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa, rozmawia Zygmunt Jazukiewicz.

- Objął Pan kierownictwo Związku w momencie, który może być przełomowy w budownictwie, bo prawdopodobnie tempo inwestycji po Euro 2012 spadnie i najbliższe lata okażą się trudne.
- Nie podzielam opinii, że może nastąpić jakiś gwałtowny krach. W ostatnich latach rzeczywiście natężenie inwestycji publicznych rosło. Tempo i skala zdarzeń była dla niektórych trudna. Wystąpiły przypadki schodzenia wykonawców z budowy, złe skalkulowanie niektórych zadań itd. W Europie pojawiła się znaczna nadwyżka sił wykonawczych nad możliwościami ich wykorzystania. W Polsce wzrosła konkurencja, w wyniku której spadły ceny, co przyniosło niektórym kłopoty.

Nowa perspektywa funduszy strukturalnych rozpocznie się w 2015 r. do 2014 r. będzie co robić. Dziś jeszcze nie wiadomo, jaka będzie sytuacja po 2016 r., tym bardziej że i obecne przedsięwzięcia biur projektowych nie napawają optymizmem. Firmy przygotowały się do dobrej koniunktury; wzbogaciły swój majątek i kadry. To trzeba będzie nieco wygasić albo przyjąć formułę przebranżowienia na inwestycje kolejowe czy energetyczne.

- Od lat w kontraktach publicznych występują te same niesprawności i porażki.
- Powinniśmy się zastanowić, w czyim interesie jest rozstrzyganie przetargów poniżej cen rynkowych, bo to nie służy ani wykonawcy, ani inwestorowi. Nie mamy definicji zbyt niskiej ceny. Izba odwoławcza nie ma podstaw prawnych do interweniowania. Przepisy przewidują różne formuły przetargu, ale nikt się jakoś nie kwapi, by uwzględniać inne parametry poza ceną. Dialog konkurencyjny jest praktycznie niestosowany.

Inne państwa Unii Europejskiej dopracowały się pewnych formuł zabezpieczania interesów wykonawców, stawiając na nogi wiele przedsiębiorstw rodzimych. Nasze przepisy wykluczają zmianę warunków w trakcie wykonywania wieloletnich kontraktów, chociaż zmieniają się warunki. Cierpi na tym zarówno wykonawca, jak i inwestor, bo kłopoty na budowie zawsze dotyczą dwóch stron.

- Proponowane zmiany w prawie budowlanym m.in. przewidują odbiory cząstkowe i nowe podmioty kontrolne.
- Nie uważam, by wprowadzenie jakiejś trzeciej strony, poza kierownikiem budowy czy dyrektorem kontraktu i inspektorem nadzoru, było konieczne. Natomiast wszelkie regulacje zmierzające do uproszczenia uzyskiwania dokumentów niezbędnych do prowadzenia budowy powinny być odbierane pozytywnie. Nam w Polskim Związku Inżynierów i Techników Budownictwa chodziłoby jednak najbardziej o przywrócenie możliwości (w ograniczonym zakresie) pełnienia nadzoru przez techników budowlanych oraz o przywrócenie możliwości pełnienia bez ograniczeń funkcji kierowniczych przez inżynierów, a więc przez licencjatów bez tytułu magistra.

- Wymagałoby to chyba wzbogacenia programu studiów licencjackich o fachowe elementy?
- Programy nauczania w szkołach i uczelniach technicznych to osobny problem; szczególnie na poziomie techników to kształcenie zostało zaniedbane, ponieważ pozbawiono techników możliwości samodzielnej pracy. Kiedyś to była jedna z najlepszych sił fachowych na budowie. Było widać, jak ten poziom szkół technicznych spada w momencie pozbawienia techników uprawnień.

Programy politechniczne też wymagają zmiany, ale to jest trudne, bo na uczelniach funkcjonują lobby pilnujące swoich interesów. Gdyby wykładowcy nie musieli walczyć o godziny, mogłaby decydować przydatność praktyczna przedmiotów.

Jednym z ważnych celów na najbliższe lata po Zjeździe jest właśnie ściślejsza współpraca z uczelniami w zakresie przygotowania młodej kadry budowlanej oraz z komitetami naukowymi PAN związanymi z naszą branżą.

Co do formy egzaminów na uprawnienia, to nie mamy zastrzeżeń, ale uważamy, że raz zdobyte uprawnienia, podobnie jak rzeczoznawstwo, powinny być co pewien czas weryfikowane, gdyż kwalifikacje nie wykorzystywane w praktyce stają się szybko bezużyteczne. Wpisywanie na listę biegłych sądowych również powinno mieć inną formułę, bo sądy nie mają żadnej możliwości sprawdzenia poziomu fachowego.

- Czy nie uważa Pan, że ministerstwo odpowiedzialne za budownictwo powinno w większym stopniu interesować się realiami techniczno-organizacyjnymi wykonawstwa?
- Zwracałem na to uwagę na spotkaniach resortowych, że w zespołach, które przygotowują regulacje prawne jest więcej prawników niż inżynierów. Zasadniczy wpływ na zawartość merytoryczną powinni mieć praktycy-inżynierowie pracujący pod nadzorem prawników.
Prawo Budowlane jest nadmiernie rozbudowywane i zmienne. Powstaje chaotyczna masa przepisów, w których trudno się połapać. Powinno zawierać ogólne założenia, ale trwalsze.

- W budownictwie jest zbyt dużo (i będzie) pieniędzy publicznych, by władze mogły zrezygnować z merytorycznej obecności także w samych inwestycjach.
- W wielu państwach dobrze funkcjonuje partnerstwo publiczno-prywatne. Pieniądze publiczne są wydawane wspólnie. My mamy niestety złe doświadczenia w tej formule.

Rzadko który prezydent miasta decyduje się na podejmowanie dużych przedsięwzięć tą metodą. Samo wykonawstwo daje bardzo dobre efekty (przykładem przebudowa Sopotu), ale potem przychodzą niezrozumiałe perturbacje. Tymczasem to jest konieczność, bo kiedy będą się kończyć fundusze europejskie, musi zadziałać mechanizm pozyskiwania pieniędzy na konieczne przedsięwzięcia.

- Jakie cele wytyczone przez Zjazd uważa Pan za najważniejsze na najbliższe lata?
- Poza uprawnieniami dla techników, o czym wspomniałem, będziemy starać się o utrzymanie, a nawet rozszerzenie obecnej formuły uprawnień dla inżynierów. W tym zakresie będziemy dalej ściśle współpracować z Polską Izbą Inżynierów Budownictwa nadającą te uprawnienia, z którą od początku współdziałamy i która jest merytorycznie zaangażowana w tworzenie systemu uprawnień, podnoszenie ich jakości i organizowanie egzaminów. Chcemy tę współpracę wzmacniać, co będzie z pewnością korzystne nie tylko dla środowiska inżynierskiego, lecz całego budownictwa. Bardzo istotne jest też kontynuowanie naszych prac przy organizacji konkursów „Bezpieczna budowa” Państwowej Inspekcji Pracy oraz „Budowa roku”. Są to bardzo ważne przedsięwzięcia promocyjne ze względu na nasilenie inwestycji oraz pożytki z popularyzacji najbardziej pozytywnych przykładów i osiągnięć polskiego budownictwa.

Są trzy filary naszego działania w najbliższych latach: oparcie się na młodzieży i znalezienie formuły wciągnięcia jej do działania z uwzględnieniem nowoczesnych środków komunikacji elektronicznej, uściślenie i wzmocnienie kontaktów z przedsiębiorstwami, bo tam rodzą się codzienne problemy budownictwa, oraz współpraca z komitetami naukowymi PAN, instytutami, uczelniami technicznymi. W budownictwie działa wiele organizacji czy izb branżowych i zawodowych. Ale nasz związek jest jedyną organizacją elitarną, skierowaną na problematykę związaną z pozycją i prestiżem zawodu inżyniera budownictwa.

- Dziękuję za rozmowę.

Ryszard Trykosko jest absolwentem Politechniki Gdańskiej, Wydziału Budownictwa Lądowego, Technologii i Organizacji Budownictwa, z wieloma uprawnieniami. Ukończył też Studium Podyplomowe w zakresie technologii, organizacji i zarządzania, warsztaty menedżerskie dla wyższej kadry kierowniczej Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów (I i II stopień) oraz Studium „Top Menedżer 2000”. Jest wieloletnim rzeczoznawcą wpisanym do Centalnego Rejestru Rzeczoznawców Budowlanych. Ma za sobą bogatą karierę zawodową, ostatnio kierował przygotowaniami i realizacją inwestycji w Łysomicach k. Torunia (170 ha) w ramach pracy Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej na stanowisku dyrektora Biura Obsługi Inwestorów. Pełnił funkcje w wielu radach nadzorczych. Jest członkiem Komitetu Inżynierii Lądowej i Wodnej PAN, sekcji organizacji i zarządzania w budownictwie oraz sekcji zarządzania projektami i wiedzą produkcyjną Komitetu Inżynierii Produkcji PAN. Założyciel i członek Pomorskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa w Gdańsku. Od marca 2008 r. do lutego 2012 r. był prezesem Zarządu w spółce Biuro Inwestycji Euro Gdańsk 2012.