Jak niewiele się zmieniło od czasów Stańczyka - wszyscy znają się na medycynie. Pani red. Joanna Solska także. l oto w „Polityce” nr 22/2012 ukazał się jej dość paszkwilancki artykuł „Powikłania i przerzuty". l ręce opadają. Jeśli nawet w takim piśmie - taka Dziennikarka.

Ale po kolei. Oto napisała Pani Redaktor: „Biedna polska służba zdrowia bije światowe rekordy w liczbie szpitalnych łóżek w stosunku do liczby mieszkańców. Ani z rynkiem, ani z interesem pacjentów nie ma to nic wspólnego". l niestety nie ma też nic wspólnego z prawdą. Wystarczyło sięgnąć do dostępnego w internecie raportu WHO za 2011 r., żeby się dowiedzieć, że Polska ma tyle łóżek (6,7/100 tys.), ile średnio europejska „12”, a znacznie mniej niż Niemcy, Francja, Czechy czy Węgry. A to Polska powinna mieć więcej łóżek, gdyż jest biedniejszym krajem i dochodzi potrzeba hospitalizacji ze względów socjalnych. Nie wypiszę chorego z niedoborem odporności do złych warunków sanitarnych. Ale przeciętny pobyt chorego w polskim szpitalu mimo to jest nadal krótszy niż w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Słowacji, Francji czy na Węgrzech. Trudno na tej podstawie twierdzić, że polskie szpitale są mniej efektywne.

Tak zwane obłożenie wynosi w Polsce ok. 70% i wydaje się małe, ale nikt nie pamięta o tym, że wielu chorych jest wypisywanych na weekend, a weekendy wraz z innymi dniami wolnymi stanowią ok. 25% czasu.

„Nieszczęściem polskich pacjentów jest jednak to, że profesorskie sławy swoje apanaże zawdzięczają nie leczeniu chorych, lecz firmom farmaceutycznym, dla których prowadzą badania kliniczne", a dyrektor szpitala „niewiele im może nakazać". Litości! Dyrektor może wszystko! Żadne badanie w szpitalu nie jest możliwe bez jego zgody, l w wielu szpitalach dyrektorzy żadnych zgód nie wydają. Prawo w Polsce jest takie samo, jak w Unii Europejskiej, gdyż została wydana na ten temat Dyrektywa. A dlaczego Pani Solska uważa, że uzyskiwanie dodatkowej szansy na życie dzięki badaniom klinicznym jest nieszczęściem polskich pacjentów, jest jej tajemnicą. Cała sprawa nie miała zaś nic wspólnego z niedoborami cytostatyków. Nie brakowało drogich, brakowało tanich, o których sprzedaż nikt nie zabiegał. Urząd Rejestracji Leków dostał z wyprzedzeniem informację o tym problemie i wiadomo, co powinien zrobić. Powinien zawiadomić Konsultanta Krajowego, a ten wydać instrukcję, jakim dostępnym lekiem zastąpić lek brakujący. Tylko Urząd nie zawiadomił Konsultanta.

Wiesław Wiktor Jędrzejczak