Z mgr. inż. Tadeuszem FRANASZKIEM, nowo wybranym prezesem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Technicznego Odlewników Polskich, rozmawia Henryk Piekut.

- Gratuluję Panu wyboru. Po wielu latach pełnienia ważnych, ale mniej prestiżowych funkcji w Stowarzyszeniu, członkowie STOP wybrali Pana na swojego prezesa.
- Rzeczywiście ze Stowarzyszeniem Technicznym Odlewników Polskich jestem związany od około pół wieku, a przez ostatnie kilka kadencji byłem wybierany na jego sekretarza generalnego. Miło mi, że na stanowisko prezesa ZG zgłosił mnie, co prawda nie jednomyślnie ustępujący Zarząd Główny, a poparli to prezesi honorowi Stowarzyszenia – Jan Lech Lewandowski, Zbigniew Górny i Józef Szczepan Suchy oraz w głosowaniu tajnym, większość delegatów, a to zobowiązuje.

- Nawet jako ten jedyny i dobrze znany delegatom kandydat musiał Pan jednak przedstawić program działania organizacji pod nowym kierownictwem. Co było najważniejszym jego elementem?
- Najważniejsze dla mnie jest, aby kontynuować 75-letni dorobek poprzednich prezesów, zarządów i działaczy STOP w wypełnianiu podstawowych zadań statutowych oraz misji, które obejmują między innymi: integrację odlewnictwa, promowanie w kraju i zagranicą jego osiągnięć, możliwości i kadr w nim pracujących, szkolenia, doradztwo dla władz, współpracę z bratnimi organizacjami krajowymi i zagranicznymi oraz wydawanie własnego czasopisma techniczno-naukowego, jakim jest, mający też już prawie 75 lat, Przegląd Odlewnictwa.

Realizując te zadania marzę, aby STOP był szanowanym i kompetentnym parterem w kontaktach ze wszystkimi stowarzyszeniami naukowo-technicznymi, NOT, środowiskami przemysłowymi, aby nadal cieszył się wysokim uznaniem w międzynarodowych organizacjach odlewniczych i aby takim samym uznaniem obdarzyły go polskie władze rządowe i samorządowe.

Z tym ostatnim wiąże się drugie moje marzenie, dotyczące wszystkich stowarzyszeń naukowo-technicznych zrzeszonych w Federacji NOT. Uważam, że środowisko inżynierskie powinno być bardziej szanowane przez rządzących. Powinni widzieć w nas doradców, powiedziałbym współkreatorów życia społeczno- gospodarczego. Gdyby rządzący korzystali z wiedzy i doświadczenia polskich inżynierów, w tym członków STOP, to na pewno nie byłoby tak wielu źle przygotowanych ustaw, jak np. ostatnio projekt „Ustawy o odpadach”, w którym nie ujęto ważnych dla istnienia polskiego odlewnictwa zapisów.

- Ale o tym się mówi w środowisku NOT-owskim od początku demokratycznych przemian, a życie spycha środowisko inżynierskie na coraz większy margines…
- Chyba jednak coś się w ostatnim czasie zmieniło. Gospodarka Unii Europejskiej nie potrzebuje już specjalistów od marketingu i zarządzania, lecz właśnie inżynierów. Wzrósł prestiż studiów inżynierskich. Chyba nadszedł czas, aby polscy rządzący na nasze środowisko zaczęli patrzeć przyjaznym okiem i aby zaczęli powszechnie korzystać odpłatnie z naszych ekspertyz i porad, co na pewno się opłaci, a nasze stowarzyszenia nie będą miały problemów finansowych.

- Wszystko logiczne, ale jak to zrobić, żeby zechcieli skorzystać z tych rad w sytuacji, gdy zabiegi o pozyskanie unijnych środków przez NOT, chociażby z Funduszu Kapitał Ludzki, kończą się zazwyczaj niepowodzeniem?
- Bez jakiejś formy uprzywilejowania dla stowarzyszeń NOT-owskich trudno będzie nam wygrywać konkursy z prywatnymi firmami consultingowymi. A to my dysponujemy przecież w każdym stowarzyszeniu doskonałą bazą niezależnych ekspertów. Mamy też Centrum Innowacji NOT, którego dotychczasowy pozytywny dorobek we wdrażaniu projektów celowych powinien być argumentem dla rządzących, aby ustawowo usankcjonować uprzywilejowanie członków Federacji NOT w działaniach doradczo-eksperckich. Mam świadomość, że nie będzie to łatwe, ale działając wspólnie w ramach całej organizacji NOT-owskiej musimy podejmować takie próby.

Ponadto jestem zwolennikiem obligatoryjnej przynależności inżynierów do stowarzyszeń naukowo-technicznych. Lekarze muszą być członkami izb lekarskich, adwokat, notariusz, aptekarz, budowlaniec musi być członkiem zawodowej izby, bowiem nie może uprawiać zawodu. Dlaczego obowiązek taki nie dotyczy inżynierów wszystkich specjalności?

Czyżby ich zawód nie wiązał się z bardzo dużą odpowiedzialnością? Chyba nie, trzeba to tylko zauważyć i sprawiedliwie docenić.
Chcę – jako redaktor naczelny Przeglądu Odlewnictwa – Nauka i Praktyka - przekonywać urzędników z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, aby punkty za publikacje w moim piśmie i innych pismach wydawanych przez SNT były przydzielane na tym samym poziomie, co w pismach stricte naukowych. Przecież te zamieszczane u nas czy w innych pismach technicznych mają wymiar praktyczny, a nie są „nauką dla nauki”, więc za to powinno się przydzielać nawet więcej punktów, a tak obecnie nie jest. Tu też powinniśmy bardziej wspólnie działać jako NOT.

- Ale przy tej wspólnej działalności liczy się siła przekładająca się także na liczby, a prawie wszystkie stowarzyszenia NOT-owskie systematycznie tracą członków. Młodzi się nie garną, a gdy mniej członków, to i mniej pieniędzy na działalność. Jak to wygląda u odlewników?
- Też nie jest najlepiej. Na szczęście proces zamykania kolejnych odlewni został przerwany. Pojawiają się nowe i one potrzebują kadr. Niestety, ci nasi nawet często wybitni inżynierowie nie są zbyt dobrze opłacani. Wynika to z tzw. wymuszeń cenowych stosowanych przez producentów wyrobów finalnych, np. z branży motoryzacyjnej. Za często innowacyjne, o wysokiej jakości odlewy, ich użytkownicy oferują coraz niższe ceny. A odlewnie, chcąc utrzymać się na rynku, na te nierentowne propozycje cenowe się często godzą. To z kolei oznacza, że słabo zarabiająca firma mało płaci swoim pracownikom, w tym inżynierom i technikom, którzy są naszymi członkami, bywa mniej skora wspierać nasze Stowarzyszenie – jako tzw. członek wspierający. Biedniejemy wszyscy razem.

- Ale nadal macie członków wspierających?
- Na szczęście mamy, ale uzyskiwane – na zasadzie deklaracji przedsiębiorstw - kwoty nie są zbyt wysokie.

- A co z młodzieżą? Dotarliście na uczelnie?
- Przyjmujemy ciągle nowych członków. Mamy dwa studenckie koła STOP. Są one na AGH w Krakowie i Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Niestety, większość z tych studenckich członków znika nam z pola widzenia po studiach, ale ci, którzy podejmują pracę w odlewniach, są nadal naszymi członkami i to nas cieszy.

- Podjęliście jakieś nowe formy działalności z nadzieją na pozyskanie kolejnych członków Stowarzyszenia?
- Tak. Dysponujemy ciekawą ofertą szkoleń załóg odlewni w miejscu pracy, wyjazdów integrujących nasze środowisko. Nie są to typowe wyjazdy turystyczne, lecz mają one zazwyczaj walory techniczno-poznawcze. To są wyjazdy na prestiżowe zagraniczne imprezy targowe, konferencje, kongresy czy umożliwiające poznawanie kultury naszych sąsiadów, zabytków, rozwiązań technicznych itp. Programy są takie, że wyjazdy te mogą być dofinansowywane przez firmy. Przypuszczam, że ta forma integracji środowiska przyczyni się także do pozyskania nowych członków oraz integracji członków Federacji NOT, gdyż zakładamy że oni też skorzystają z naszej oferty.

 - Dziękuję za rozmowę.
Zdjęcie: H. Piekut