Czym Burgundia dla Francji, tym Piemont dla winiarskich Włoch. Prawdziwi miłośnicy włoskich win właśnie te z Piemontu cenią sobie najbardziej, choć - co trzeba zaznaczyć już na początku - są to często wina wybitnie trudne i okazujące wszystkie swoje walory dopiero przy idealnym zestawieniu z odpowiednią potrawą.

Piemont - podobnie jak Burgundia - charakteryzuje się dużą powierzchnią winnic i dużą liczbą producentów, zawiłym systemem apelacji oraz mnogością szczepów. Niezależnie od tej mnogości, i tu i tam jeden szczep jest najważniejszy: w Burgundii jest to Pinot Noir, w Piemoncie - Nebbiolo. No i jeszcze jedno - w obydwu tych regionach wina czerwone "udają się" zdecydowanie lepiej niż białe. Co do cen, wystarczy powiedzieć, że i w przypadku burgundów i win z Piemontu mogą one sięgać czasami szczytów.

A skoro już wiadomo, czego generalnie można spodziewać się po winiarskim Piemoncie, pora przejść do konkretów. Niesposób przy tym zacząć od czego innego niż tytułowe Barolo i Barbaresco - czyli dwóch najsłynniejszych piemonckich win i zarazem apelacji.

Barolo i Barbaresco położone są w okręgu Langhe, na południowy wschód od Turynu. W obydwu tych apelacjach wina wytwarza się ze szczepu Nebbiolo, ale ten sam szczep nie oznacza podobnego charakteru i smaku win. Różnice występują przy tym nie tylko pomiędzy Barolo i Barbaresco, ale np. w ramach samej grupy win Barolo. Charakter i smak tych ostatnich win zależy silnie nie tylko od gleby (pomimo bliskości geograficznej występują tu duże różnice), ale i od podejścia producenta do procesu winifikacji.

Od lat trwa w Barolo wojna pomiędzy tradycjonalistami i modernistami - wojna, której źródeł należy szukać w specyfice szczepu Nebbiolo. Przy tradycyjnej winifikacji, obejmującej m.in. miesięczną macerację skórek w moszczu, fermentację w niskiej temperaturze, a następnie starzenie wina przez 4-5 lat w wielkich dębowych beczkach (botti), szczep ten daje wina słabo wybarwione, z pomarańczowymi refleksami, mocno kwasowe i z dużą zawartością ostrych tanin - niby mocno zbudowane, ale mające niewiele ciała.

Są tacy, dla których te właśnie tradycyjne cechy Barolo są najważniejsze - i za wszelką cenę walczą o ich utrzymanie. Są jednak i inni, którzy próbują pozbyć się ostrości typowej dla Nebbiolo. Żeby to uzyskać, zbierają grona dopiero wtedy, kiedy są już lekko przejrzałe (mniej kwasu, więcej cukru), następnie stosują tylko kilkudniową macerację skórek z przyspieszeniem ekstrakcji (fermentatory rotacyjne), a potem starzą wino przez zaledwie 1,5 roku w małych, nowych beczkach z dębu francuskiego (to zapewnia obecność w winie słodkich, gładkich tanin).

Obydwa style mają swoich zwolenników. Ja wolę ten bardziej modernistyczny, bo myślę, że jest on korzystniejszy dla Barolo pitego bez towarzystwa potraw - a właśnie tak pijam często wina.

Z Barbaresco jest podobnie jak z Barolo, ale w tej apelacji moderniści zdają się coraz bardziej wygrywać z tradycją. W efekcie typowe Barbaresco jest dziś bardziej finezyjne, damskie i mniej taninowe (ale przez to i mniej długowieczne). Słowem - jest winem bardziej dla Polaka, czemu sprzyjają również ceny - wyraźnie niższe niż w przypadku Barolo. O ile tego ostatniego  nie kupi się we Włoszech poniżej 25-30 euro (a wiele tych win kosztuje po 50-80 euro), to przyzwoite Barbaresco można dostać już za 15-20 euro.

Tyle o cenach we Włoszech, a co w Polsce? W hipermarketach Barolo i Barbaresco trzymane są zazwyczaj w zamkniętych gablotach z winami "z górnej półki", a ich cena - to ok. 150 zł. Czy zatem aż tyle trzeba zapłacić? I tak, i nie. Niedawno przez internetowe blogi winiarskie przetoczyła się fala doniesień o Barolo z Biedronki i Lidla po 20-30 zł. Żeby było ciekawiej, jedno z nich uznano za całkowicie pijalne, a drugie za nieporozumienie.

Co zatem robić? Uważać, co się kupuje i nie powtarzać błędów.

Win z Piemontu dotyczy to szczególnie.

winny maniak