Docierają do mnie głosy, że powinienem zebrać swoje "winne" felietony i wydać je w postaci książki. Wydaje mi się, że na to jeszcze za wcześnie - a ponadto jest już przecież na rynku tyle znakomitych książek o winie...

Nie, nie mówię, żeby każdy czytelnik "PT" od razu biegł do księgarni i kupił "cegłę" Andre Domine'a "Wino" (format A4, 930 stron drobnym drukiem) - chociaż sam cenię ją sobie niezwykle. Dla kogoś, kto po prostu lubi wino i chciałby o nim COŚ wiedzieć, jest to pozycja za obszerna i zbyt męcząca. Lepszy byłby już "Kurs wiedzy o winie" Kevina Zraly'ego, bo temat jest tam ujęty bardziej zwięźle i syntetycznie, ale to chyba nadal za dużo jak na przeciętnego zjadacza chleba (a właściwie to pijacza wina!).

Co więc byłoby w sam raz? Według mnie, przede wszystkim książka "Wino dla bystrzaków" Eda McCarthy'ego i Mary Ewing-Mulligan, której wcześniejsze wydanie nosiło po prostu tytuł "Wino". Niezbyt gruba (330 stron formatu B5) i pisana tak, żeby nawet nieobeznany z tematyką czytelnik mógł ją zrozumieć, z dobrymi, krótkimi podsumowaniami poszczególnych rozdziałów, zestawami dobrych rad i bez zbędnego koncentrowania się na tematyce winnicy, a w zamian - z wieloma informacjami o tym, jak kupować wino i jak długo je trzymać.
"15 białych win, których powinieneś spróbować chociaż raz w życiu", "Chardonnay się szarogęsi - ale do czasu", "Lodówkowy blues", "10 powodów, żeby wypić szampana", "Jak kupować i pić burgunda - rady praktyczne" - to tytuły zaledwie kilku rozdziałów tej książki, dobrze ilustrujące sposób podejścia autorów do tematu. Taki bardzo praktyczny, amerykański - bo przecież obydwoje autorzy są Amerykanami. Ich książka jest jedną z niewielu, w których Francja nie zajmuje 3/4 objętości, co przy pierwszym kontakcie z winną lekturą raczej pomaga niż przeszkadza.

A skoro mowa o praktycznym ujęciu tematu "wino", to chciałbym polecić również unikatową w swoim rodzaju książkę Matta Skinnera "Wino - moja pasja". Na jej okładce widnieje ubrany w kraciastą flanelową koszulę facet, znacznie młodszy ode mnie, ale pomimo różnicy pokoleń jego podejście do wina jest podobne do mojego. Skinner pisze, że chcąc uniknąć podstawowych błędów w sklepie przy zakupie wina czy w restauracji przy jego zamawianiu, nie trzeba być wcale sommelierem ani zrobić habilitacji z enologii. Wystarczy znać kilka punktów orientacyjnych - i tych właśnie punktów stara się nauczyć czytelnika (co i ja próbuję czynić od początku w swoich felietonach).

Oprócz książek traktujących o winie ogólnie są również takie o węższej tematyce, np. Rolfa Kriesi i Petera Osterwaldera "Wino - porady dla smakoszy", Caroline Darbonne i Pascala Vincenta "Wino i potrawy - harmonia smaków", Michaela Schustera "Degustacja win" czy wreszcie nieocenione "Wina Europy" Marka Bieńczyka i Wojciecha Bońkowskiego, bez której praktycznie nie wybieram się do sklepu po wino.

Osobną grupę stanowią książki zachęcające do enoturystyki. Kto chciałby zwiedzić świat z kieliszkiem w ręku, powinien najpierw przeczytać "Winnym szlakiem" Roberta Josepha, natomiast zainteresowanych krajowymi przygodami z winem odsyłam do świetnej książki Ewy Wawro "Winnice w Polsce - wszystko o enoturystyce".

A kiedy już siądą Państwo do jednej z tych książek, coż bardziej umili Wam czytanie niż kieliszek dobrego wina? Śpieszę zatem z dwiema rekomendacjami: miłośnikom niezobowiązującego wina białego (a po takie wiosną sięga się chętniej) polecam lekko musujące, argentyńskie Septiembre Frizzante, które można tanio kupić np. w Tesco, natomiast preferujących wina czerwone wysyłam do delikatesów "Alma" po nieco droższe, ale nadal nie rujnujące, portugalskie Crasto z Douro. Na zdrowie!

winny maniak