Definicja mapy idealnej mogłaby być taka: jest to przestrzenne, ruchome i zmienne w czasie odwzorowanie powierzchni terenu wraz z obiektami, w dowolnie zmiennej skali, z możliwością uzyskania informacji o obiektach znajdujących się pod powierzchnią na dowolnej głębokości oraz o historycznej zmienności tej przestrzeni. Zbyt piękne? Ale przecież jesteśmy całkiem blisko tego ideału, dzięki Google Earth. A pewne służby są nawet o wiele, wiele bliżej.

Mapa zaczęła zmieniać historię już prawie 400 lat temu, kiedy niejaki Snell van Royen Willebrord (Snellius), Niderlandczyk i profesor z Lejdy, wymyślił triangulację. Trójkąt można łatwo wytyczyć w terenie, znając tylko długość i położenie jednego boku oraz dwa kąty. Po wytyczeniu sieci takich trójkątów można do nich „domierzyć” wszelkie punkty charakterystyczne i nanieść w skali na papier. W ten sposób powstaje mapa.

Pierwszym państwem starannie „striangulowanym” była Francja – kraj matematyków i geometrów. Fanatykiem map topograficznych był Napoleon, który powołał korpus geografów i dzięki mapom wygrywał bitwy. Utworzył też Ecole Polytechnique w Paryżu („dla ojczyzny, nauki i chwały”), której głównym organizatorem był Gaspard Monge, znany wszystkim inżynierom świata, gdyż wynalazł geometrię wykreślną, która pomaga wrysować planowane fortyfikacje w plan warstwicowy i wykonać je szybko i dokładnie oraz precyzyjnie zaplanować ostrzał artyleryjski.

Ale nie dlatego mapa nowożytna zaczęła zmieniać historię. Mapy i plany robiono od niepamiętnych czasów, stosując nawet pomysłowe metody pomiaru oparte na starożytnych prawidłach geometrycznych (np. Ptolemeusz w II wieku). Generalnie jednak chodziło w nich o zaznaczenie hierarchii wartości: były to malunki, w których proporcje wymiarów miały mniejsze znaczenie niż miejsca święte czy obszary zamieszkiwane przez „lepsze” i „gorsze” ludy oraz rządzone przez dobrych i złych władców. Były to raczej alegoryczne malowidła, na których to, co ważniejsze, musi być większe i „wyższe”.

Na mapie nowożytnej aż do Google Jerozolima, czy najważniejsze miejsce islamu – Kaaba w Mekce nie różni się specjalnie od innych miejsc. Sam wynalazek mapy sprawił, że terytorium, ukształtowanie powierzchni straciło właściwość kształtowania wartości i przekonań: na mapie równie łatwo dotrzeć palcem na środek oceanu jak do Kaaby czy na szczyt Everestu, a kiedy znikły „białe plamy”, ich terytoria przestały być domeną tajemniczych sił. Mapa nowożytna, ustalając prymat geometrii poszła jeszcze dalej: zniosła hierarchię ważności miejsc ustalaną przez człowieka. Nie wszędzie i nie od razu: na mapie Królestwa Polskiego sporządzonej jeszcze w końcu XIX w. zauważymy niesłychane zagęszczenie nazw małych miejscowości i folwarków. Napisy te utrudniają odczytanie topografii. Ta mapa oddaje hierarchię wartości gospodarczych i społecznych: istotne są prywatne majątki ziemskie, bo one jeszcze wtedy nadawały ton życiu społecznemu.Na późniejszych mapach tej samej skali większość tych nazw zniknęła. Nowożytna mapa jest więc „demokratyczna” – podkreśla, że dla człowieka równie dostępne jest każde miejsce, a tylko od niego zależy, czy tam dotrze. Nie ma obszarów i granic, których nie da się przekroczyć z przyczyn fizycznych, społecznych, narodowych.

W przyszłości sztuka sporządzania map wsparta technologią cyfrową doprowadzi nas z całą pewnością do wirtualnego podróżowania w trzech wymiarach spod wody w powietrze i na szczyt najwyższej góry. Jeżeli ktoś będzie miał ochotę na takie przeżycia on-line, to sprawi sobie lub wynajmie latającą mikrokamerę z transmisją satelitarną i komentarzem opisującym zwiedzane miejsca oraz obiekty. W ten sposób studiowanie mapy stanie się równoznaczne z wirtualnym przebywaniem w danym miejscu i wyobraźnia przestanie być potrzebna.

Zygmunt Jazukiewicz