Gdy jeszcze w czasach zaborów powstawały pierwsze towarzystwa grupujące ludzi nauki i techniki, przyświecał im cel przeniesienia na ziemie polskie postępu, który w drugiej połowie XIX w. nagle nabrał rozpędu. Historia nauk ścisłych i techniki przełomu XIX i XX stulecia jest tak bogata w odkrycia naukowe i wynalazki, że mogłaby wypełnić program historii w liceum. Niestety, władze resortu edukacji uznały, że wprawdzie chcą, aby uczniów liceów uczyć historii współczesnej, ale przede wszystkim politycznej. Historia wielkich twórców cywilizacji, wśród których polscy inżynierowie odegrali niemałą rolę, nie znajduje uznania w oczach historyków i polityków.

Dotyczy to zresztą nie tylko historii techniki, ale też twórczości technicznej i jej udziału w konkurencyjnej i innowacyjnej gospodarce. Konferencji, dyskusji i spotkań odbyło się już tyle, że gdyby wypowiedziane na nich słowa przełożyć na wyniki, polska gospodarka byłaby jedną z najpotężniejszych, a nowe wyroby i zaawansowane technologie królowałyby w każdej firmie. Oficjalnie oczywiście wszyscy są za innowacjami, nauką i jej zastosowaniem w gospodarce. Ważne osoby w państwie praktycznie w każdym wystąpieniu potwierdzają to z powagą.
Przywołałam tu czas zaborów i entuzjazm ludzi techniki w działaniach na rzecz przenoszenia do rolnictwa i przemysłu najnowszych wynalazków. Warto też podkreślić, że te ich działania spotykały się z powszechną aprobatą, co przełożyło się na duże uznanie i prestiż inżynierów w II RP. Ciągle więc nie mogę zrozumieć, dlaczego w Polsce po przemianach ustrojowych zawód inżyniera jest doceniany tylko wówczas, gdy technika okazuje się niezbędna. Dostrzeżono brak inżynierów, zaczęto więc dopłacać do kierunków technicznych i ścisłych.

Nie ma jednak atmosfery uznania dla twórców cywilizacji, nie promuje się postaw kreatywnych. Wśród doradców gremiom rządzącym inżynierów jak na lekarstwo. Rada Gospodarcza przy premierze RP nie ma w swym składzie choćby jednego przedstawiciela techniki. Wiadomo przecież, że gospodarka zależy od finansów i prawa. To, co wytwarza i jak wytwarza, jest już znacznie mniej ważne. Proszę wybaczyć tę ironię, którą na tych łamach uprawiam dość często. Tym razem jednak chcę ją skierować nie tyle do świata polityki i mediów, ale nas samych.
Kiedy jakaś grupa zawodowa czuje zagrożenie swoich przywilejów i pozycji, rusza na ulice, głośno protestuje. Kiedy z matury usuwano matematykę, ze środowisk technicznych protestów było mało, gdy likwidowano średnie szkoły techniczne, popularne technika – jeszcze mniej. Gdy obecnie reformuje się edukację, zmniejszając znacząco rolę przedmiotów ścisłych, głos zabiera kilku nauczycieli, a obrońcy reformy mówią, że bronią oni własnego interesu.

Państwo uznało ostatnio, że Muzeum Techniki jest sprawą środowiska technicznego i nie znalazło funduszy na jego utrzymanie... Z mediów praktycznie znikła popularyzacja nauki i techniki. Podobno nie ma na nią pieniędzy, a na licencje kolejnego „szoł” są!?

Nie namawiam tu naszego środowiska do blokowania ulic i palenia opon. Jednakże potrzebna jest pełna mobilizacja, odrzucenie środowiskowych partykularyzmów, osobistych zawiści i wspólne działania, ciągłe i uporczywe. Wszyscy bowiem chcemy, by Polska XXI w. była krajem o wysokim poziomie kultury, w tym materialnej, by nasi obywatele nie tylko legitymowali się dyplomami wyższych uczelni, ale wiedzą i umiejętnościami, które pozwolą nam tworzyć nowe wartości, wynalazki, rozwijać badania i wnosić znaczący wkład w cywilizacyjny rozwój globu. W tym duchu dużą rolę mają do odegrania stowarzyszenia naukowo-techniczne. Wykorzystując swój bardzo bogaty dorobek można znaleźć nowe pola działania, szczególnie zaś oddziaływania na społeczeństwo i władzę.

Przed nami piękne i bogate duchowo Święta Wielkanocne, budzi się przyroda. Wśród życzeń, które w tym czasie będziemy sobie składać, niech znajdzie się i to skierowane do całego ruchu stowarzyszeń naukowo-technicznych. Życzmy sobie, by nasza działalność przełożyła się na prestiż zawodu inżyniera. Pamiętajmy jednak, że zależy to od każdego z nas.

Nie wyolbrzymiajmy różnic i urazów, ale podkreślmy wspólnotę celów. Wszak stowarzyszamy się po to, by w gronie koleżeńskim zrobić coś dobrego, nie tyle dla siebie, ale dla innych.

Dobrych, zdrowych i pogodnych Świąt Wielkiej Nocy życzy redakcja „Przeglądu Technicznego”.

Ewa Mańkiewicz-Cudny