Są szczepy winorośli uprawiane na całym świecie; są też takie, które występują praktycznie tylko w jednym miejscu. Do tych ostatnich należy Carmenere, wywodzący się wprawdzie z Francji, ale dziś uprawiany prawie wyłącznie w Chile.

Carmenere było szczepem często spotykanym w bordoskim Medoc w XVIII i XIX w., ale po pladze filoksery te uprawy już się tam nie odrodziły. Do Chile trafiło w latach 1850-70, a dziś zajmuje w tym kraju 11% upraw i jest jego trzecim szczepem. Jest przy tym wizytówką chilijskiego winiarstwa, bo w końcu Caberneta produkują wszyscy, a Carmenere – tylko Chilijczycy.
Ten szczep bardzo lubi słońce i dojrzewa do zbioru w 4-5 tygodni po Merlocie, w Chile trafił więc na idealny klimat. Problemem jest jedynie to, że przy Carmenere niełatwo trafić w optymalny punkt zbiorów, a tylko to gwarantuje dobrą jakość wina.

Carmenere jest na pewno szczepem z charakterem, choć równocześnie daje wina na ogół przyjemne w piciu i nie wymagające towarzystwa potraw. Bywa, że wina te różnią się jednak znacznie pomiędzy sobą, o czym może się przekonać każdy Czytelnik „PT” – jako że chilijskie Carmenere importuje już do Polski wiele firm i wina te można obecnie kupić praktycznie wszędzie.

Krótki przegląd „polskich” Carmenere rozpocznę od Tamaya Winemaker’s Selection Carmenere ‘2010 (import – Dom Wina). To wino ma lekko dżemowaty nos oraz bardzo owocowe usta z wyraźnie zaznaczonymi taninami i dobrą mineralnością; jest równocześnie dobrze zrównoważone i długie. „Smukłe i pełne ekspresji, oryginalne i refleksyjne” – tak powiedziałby o nim poeta.

Kolejne z tych win, Tabali Reserva Carmenere ‘2008 (importer M&P), ma nos z dominującymi nutami beczkowymi i usta z wyraźnie zaznaczoną kwasowością. Jest niewątpliwie bardziej typowym Carmenere niż Tamaya, ale chyba mniej w nim poezji.

Trzecie z dostępnych w Polsce Carmenere – to Luis Felipe Edwards Family Selection Gran Reserva ‘2010 (import Vininova). W jego nosie intryguje delikatna nutka lukrecji, a usta są przyjemnie owocowe, zrównoważone, elegancko dżemowate, bez „wystającego” kwasu. Według mnie – to zdecydowanie wino na medal.

Na medal zasługują również – w moim przekonaniu – dwa następne wina Carmenere: Concha y Toro Terrunyo ‘2007 (import – PWW) i Santa Carolina Herencia ‘2007 (planowany import przez Centrum Wina). W pierwszym z nich, ekstraktywnym i długim, wręcz zachwycają fantastycznie owocowe, ale zarazem łagodne usta, z miękkimi taninami na finiszu i – dodatkowo – świetna równowaga, bez nadmiaru suchych tanin. To wino ma też genialny nos, będący idealną kombinacją nutek beczkowych i ściółkowych. Z kolei drugie z wymienionych win, w budzącej szacunek grubej i superciężkiej butelce, jest trunkiem wyjątkowo eleganckim, wręcz fantastycznie zrównoważonym, mocno owocowym (choć nie nazbyt ekstraktywnym), ale zarazem potężnym. Może też poczekać kilka lat na wypicie!

Generalnie, chilijskie Carmenere smakują mi, ale najlepszym spośród nich był dla mnie zawsze Montes Purple Angel ‘2007 (Sommelier Dystrybucja). Jego nos jest bardziej elegancki niż intensywny, a usta cechują się fenomenalną wręcz równowagą. To wino ma dużo ciała, jest ekstraktywne, mocno owocowe, krągłe i długie, ma też przyjemne taniny, pojawiające się na finiszu. Nie jest to wprawdzie 100% Carmenere, ze względu na 8% dodatek Petit Verdot, ale to w końcu sprawa drugorzędna! Niezależnie od opisanych Carmenere, dostępnych w polskich sklepach, miałem kiedyś okazję spróbować niesprowadzanego jeszcze do nas Casa Silva ‘2006 – wina, któremu przewodnik po winach chilijskich przyznał aż 94 na 100 pkt. Miało jagodowo-kwiatowy nos i słodkoowocowe, ale zarazem pieprzne i przyprawowe usta z bardzo miękkimi taninami – a to tygrysy lubią najbardziej.
Myślę, że warto czasem sięgnąć po coś innego niż Cabernet i Merlot.

Carmenere z Chile świetnie się na taką odmianę nadaje!

winny maniak