Osiemnasta edycja popularnego w środowisku inżynierskim plebiscytu o tytuł „Złotego Inżyniera” miała bardzo uroczysty charakter. Nagrodzeni w plebiscycie, niezależnie od koloru laurów, reprezentowali bardzo wysoki poziom wiedzy, umiejętności i doświadczenia w twórczości technicznej, naukowej, zarządzaniu projektami, systemowym zarządzaniu jakością oraz uwzględnianiu przy tym wszystkim wymagań ekologii.

„Diamentowy Inżynier” – prof. Jerzy Buzek większości Polaków kojarzy się z polityką. Znacznie mniej osób wie, że zanim rozpoczął swoją poważną przygodę polityczną był bardzo twórczym inżynierem. Może właśnie dlatego duża część jego pracy jest związana z działaniami nakierowanymi na zwiększanie innowacyjności gospodarczej UE.

Od lat, tuż po odebraniu laurów, zwracamy się do zwycięzców naszego konkursu z pytaniem o ich najważniejszy dzień w życiu i hobby. Okazuje się, że trudno im oderwać się od pracy, od inżynierskiej satysfakcji z pracy. O tym, co jeszcze interesuje zdobywców tytułu „Wyróżniony”, „Srebrny” i „Złoty Inżynier”, dowiedzą się Państwo z ich krótkich wypowiedzi.

Warszawski Dom Technika 2 marca przeżywał święto. Prawie 400 przedstawicieli środowiska technicznego przybyło na uroczystość rozstrzygnięcia plebiscytu. Wśród gości byli m.in.: wspomniany już laureat prof. Jerzy Buzek, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP – Olgierd Dziekoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego – Jacek Guliński, rektor Politechniki Warszawskiej – Włodzimierz Kurnik, prezes Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa – Roch Dobrucki, przewodniczący Rady Głównej Instytutów Badawczych i prezes Akademii Inżynierskiej w Polsce – Leszek Rafalski oraz Zarząd Główny FSNT-NOT, prezesi stowarzyszeń naukowo-technicznych oraz Terenowych Jednostek Organizacyjnych NOT, laureaci plebiscytu z lat poprzednich i wielu znakomitych przedstawicieli społeczności technicznej.

Wszystkich laureatów witamy w naszym Klubie Złotego Inżyniera Przeglądu Technicznego i jeszcze raz gratulujemy.

Inż. Henryk DYTKO, „Złoty Inżynier 2011” w kategorii „Menedżer”

Bardzo trudno mi wybrać ten najważniejszy dzień w życiu, bo uważam, że takich decydujących dni o moim rozwoju czy o karierze było przynajmniej kilka. Sięgając wstecz doszedłem jednak do wniosku, że wszystko, co wiąże się z wykonywanym zawodem, miało swój początek wiele lat temu, gdy postanowiłem o nauce w technikum naftowym w Krośnie. Nie byłoby pracy na odwiertach w Polsce, nie mógłbym poszukiwać nafty i gazu w Indiach czy w krajach Bliskiego Wschodu, gdybym wcześniej nie ukończył tamtej znakomitej, ze wspaniałymi nauczycielami szkoły średniej. Nie znalazłbym się w znamienitym gronie laureatów Konkursu „Złoty Inżynier”, gdybym wcześniej nie ukończył tamtego technikum, a potem studiów na Politechnice Poznańskiej.

Co do mojego hobby, to jest nim bowling. Nie ogranicza się to do samego rzucania „kulą”, ale bywam organizatorem zawodów. Dwukrotnie zorganizowałem w Pile krajowe zawody o Puchar Prezesa PGNiG SA. Ja w nich oczywiście nie brałem udziału, lecz nagradzałem zwycięzców – wręczałem puchary.

Boleję nad tym, że tak duża intensyfikacja prac prowadzonych przez naszą firmę nie pozwoliła mi tej zimy znaleźć chociażby jednego tygodnia na wypad w góry. Nadrabiam ten brak sportowych zajęć spacerami z psem i bieganiem po lesie. Udaje mi się to jednak wyłącznie w soboty i niedziele. Las uwielbiam o każdej porze roku, a zwłaszcza, gdy pojawiają się w nim grzyby.

Tu może zaskoczę wiele osób, ale w wolnym czasie lubię czytać książki i pisma… techniczne, z „Przeglądem Technicznym” włącznie. Nie czytam literatury sensacyjnej, bo zawodowo zajmuję się tym, co jest w ziemi i na ziemi. Natomiast chętnie czytam typową beletrystykę.

Mgr inż. Piotr KURZAWA, "Złoty Inżynier 2011" w kategorii "Jakość"

Jestem inżynierem budownictwa lądowego i zawsze pracowałem w swoim zawodzie, choć realizacje, w których brałem udział, były bardzo zróżnicowane. Teraz sporo łączy mnie z wodą; terminal gazu płynnego jest związany z transportem morskim, a sama budowa z wieloma robotami hydrotechnicznymi. Podstawowe obiekty terminalu to jednak konstrukcje typowo lądowe - co ciekawe – pierwsze tego typu w Polsce.

Pracuję blisko morza, ale z wodą jestem związany także prywatnie – mieszkam w Szczecinie, a w wolnych chwilach chętnie żegluję. Mam patent, ale to hobby traktuję przede wszystkim towarzysko - jako okazję do spotkania się z przyjaciółmi i relaksu na świeżym powietrzu. Sporo też czytam, uprawiam strzelectwo (ale nie myślistwo). To znakomity sposób na ćwiczenie koncentracji i refleksu. Zajęcia te z pewnością pomagają w zachowaniu dobrej kondycji i odporności. Jest ona szczególnie potrzebna do prowadzenia takiej budowy jak morski terminal LNG – realizacji, w której muszę wykazać się - oprócz wiedzy - także dokładnością i odpowiedzialnością.

 

Prof. dr hab. inż. Jan MISIAK, „Złoty Inżynier 2011” w kategorii „Nauka”

Jednym z najważniejszych i przełomowych momentów w moim życiu było założenie ponad 16 lat temu Wyższej Szkoły Ekologii i Zarządzania w Warszawie. Był to okres, kiedy kształtujący się wolny rynek zrodził zapotrzebowanie na usługi edukacyjne, świadczone do 1990 r. wyłącznie przez szkoły państwowe. Jako wieloletni nauczyciel akademicki i kierujący szkołami wyższymi, zdawałem sobie sprawę z faktu, że najbardziej efektywne wykształcenie to wykształcenie interdyscyplinarne. Dlatego też pierwsze kierunki kształcenia, od których WSEiZ rozpoczęła działanie, to Zarządzanie i Marketing oraz Ochrona Środowiska – ściśle ze sobą połączone. Koncepcja kształcenia, którą wówczas opracowałem, to kształcenie ekonomiczno-przyrodniczo-techniczne. Ta koncepcja zyskała uznanie i zaowocowała rozwojem uczelni. Obecnie WSEiZ uważana jest za jedną z najlepszych niepublicznych uczelni techniczno-artystycznych w Polsce.

Cieszy mnie, że dynamiczny rozwój naszej uczelni, wysoki poziom kształcenia oraz interdyscyplinarny charakter wiedzy, jaką zdobywają nasi studenci, doceniany jest przez pracodawców i ekspertów z wielu dziedzin. Obecnie dysponujemy własną - usytuowaną w centrum Warszawy - nowoczesną bazą dydaktyczno-administracyjną, w której mieszczą się profesjonalnie wyposażone specjalistyczne pracownie i laboratoria. Część zajęć praktycznych odbywa się w Terenowej Stacji Ochrony Przyrody i Krajobrazu WSEiZ w Klaudynie-Laskach. Za rok na Mokotowie planowane jest oddanie nowego gmachu administracyjno-dydaktycznego uczelni, w którym powstaną m.in. kolejne pracownie projektowe. To dla mnie duża satysfakcja, gdy widzę studentów rozwijających w murach WSEiZ własne pasje i potrzebę tworzenia.

 

Mgr inż. Adam ROZWADOWSKI, „Złoty Inżynier 2011” w kategorii „High-Tech”

Sporo jest momentów, w których zmienia się w życiu „to czy owo”. Miałem i ja parę takich momentów, i osobistych, i zawodowych. Powiem jednak, że emigrant ma w takich sprawach inną skalę – nazwijmy ją szumnie narodową.

Wyjazd z Polski w latach 70. do Paryża był na pewno przełomem w moim życiu, nie muszę tego tłumaczyć. Nie wiem dalej, czy to była z mojej strony osobista decyzja czy po prostu pójście w jedynym możliwym dla mnie kierunku.

Choć mieszkałem niedaleko stąd, to jednak nie mieszkałem tu. Przez lata przyjeżdżałem jednak do Warszawy i zawsze lubiłem przejść się po prostu mieście. Śliska czy Królewska, Świętokrzyska, Mazowiecka, czy Dowcip, rejony redakcji „Przeglądu Technicznego”. Warszawiak ma swoje punkty odniesienia. Chyba sentymentalny robię się z wiekiem. I do tego powiem, że tak naprawdę, to ja jestem z Grójca.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do powrotów. Zacząłem patrzeć na Warszawę tak, jak patrzyłem na Paryż, starając się zachować czy odnaleźć spojrzenie turysty czy dziecka, dając się wciągnąć w miasto, ale też widząc je pozytywnie i nie dając się też wciągnąć w jego szarość czy pospolitość.
Byłem więc od zawsze gotowy na następny przełom: na powrót. I zdarzyło się, że ten moment przełomowy nadszedł, i wróciłem do Warszawy. Wróciłem aktywnie, co jest już samo w sobie przywilejem. I jeszcze do tego działam w ważnej sprawie: energii, a dokładnie energii jądrowej. I działam w tej sprawie w Europie, reprezentując europejską technologię w europejskim kraju. Czy może być lepiej?

Mam nadzieje, że był to już przedostatni przełom w moim życiu.

Gdy słyszę pytanie: a jaki będzie przełom ostatni? Ostateczne spotkanie rodzinne na Powązkach. Proszę się nie obawiać, przedtem chcę zbudować jeszcze parę elektrowni.

 

Mgr inż. Jan WIŚNIEWSKI, „Złoty Inżynier 2011” w kategorii „Ekologia”

Cieszę się, że byłem „jedynakiem” w gronie laureatów z lat ubiegłych. Odbierałem statuetkę „Srebrny Inżynier” za 1999 r. Wówczas mówiłem, że jestem leśnikiem w pierwszym pokoleniu, ale zanosi się, że będzie drugie. No i wszystko w tym kierunku zmierza. Mój syn – zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami - chce zostać leśnikiem, jest już na trzecim roku SGGW. Jestem z tego dumny.

Cieszy mnie fakt, że udało mi się zorganizować największą w Polsce szkółkę drzew (produkcja 8-9 mln rocznie) z zakrytym systemem korzeniowym. To moje oczko w głowie. Wcześniej był nim ośrodek szkolenia operatorów maszyn leśnych zwany przez niektórych europejską szkołą drwali, bo wielu jej absolwentów pracuje w lasach skandynawskich i niemieckich. Ośrodek nadal funkcjonuje.

Jako hobby mogę traktować wolierę ptaków bażantowatych przy Nadleśnictwie Gidle. Jest co oglądać (przyjeżdżają nawet wycieczki szkolne), a i przyroda skorzysta. Dowodem na to, że ptaki mnie lubią, był dużych rozmiarów kruk, który został u nas wyleczony, a po odzyskaniu sprawności nie chciał odfrunąć i został kraczącą maskotką Nadleśnictwa.

Wielu moich kolegów to zapaleni myśliwi. Ja też się zapisałem do koła łowieckiego, bywam nawet na polowaniach, ale nie poluję. Swoją obecność w tym środowisku traktuję jako swoisty obowiązek, bowiem dzięki temu wiem, jaka zwierzyna żyje na terenie naszych lasów, jakich gatunków przybywa, a jakich ubywa.

Co do form mojego wypoczynku, to nic się nie zmieniło. Lubię przebywać na wodzie. Są to zazwyczaj mazurskie jeziora, które otaczają piękne lasy. Znajomi wręcz kpią ze mnie, że pracuję w lesie i w lesie wypoczywam. Na szczęście nie jest to ten sam las.

Inż. Antoni GREŃ, „Srebrny Inżynier 2011” w kategorii „Jakość”

Praca w hierarchii wartości mojego życia zajmowała zawsze wysokie miejsce. Jednakże na pierwszym miejscu stawiałem i stawiam rodzinę. Tej wartości podporządkowuję kluczowe decyzje, nawet takie, które wpływają na moją karierę zawodową.

Dom rodzinny to oczywiście bliskie mi osoby, ale także fizyczne miejsce, gdzie razem przebywamy i najlepiej się czujemy. W zeszłym roku spełniłem marzenie całego życia, w Cięcinie, gdzie się urodziłem, 9 km za Żywcem, prawie na granicy ze Słowacją, ukończyłem budowę domu, do którego przeprowadziliśmy się z żoną Grażyną i dwoma synkami: 15-letnim Karolem i 13-letnim Józiem. Ten dom jest tym bardziej cenny i bliski mojemu sercu, że jest położony na ojcowiźnie.
Do budynku przylega bardzo ładny duży ogród. Jego uprawianie, projektowanie i rozwijanie to hobby zarówno moje, jak i mojej żony. Ja zajmuję się głównie drzewkami owocowymi - ich generalną wymianą, a żona - miłośnik kwiatów -urządza dla nas dom, bardzo lubi to robić i robi to doskonale.

Nasze więzy rodzinne buduje i umacnia wspólne spędzanie czasu, jesteśmy przecież rdzennymi góralami, a góry dają nam po temu wiele możliwości: wycieczki, narty, jazda na rowerach. Tak więc staramy się co roku wspólnie spędzić czas nie tylko w naszych Beskidach, ale również we włoskich Dolomitach czy latem w Chorwacji.

Na zakończenie dodam, że udaje mi się również łączyć relaks z pracą. Czytam np. z przyjemnością wiele książek, które pomagają mi w pracy. Aktualnie studiuję bestseller prof. Masaki Imai „Kazein: klucz do konkurencyjnego sukcesu Japonii”. Jest to naprawdę zajmująca lektura, od której trudno się wprost oderwać.

 Mgr inż. Wojciech KIETLIŃSKI, „Srebrny Inżynier 2011” w kategorii „Zarządzanie”

W mojej sytuacji, czas wolny to wyjątkowy komfort i rzadkość. Mam satysfakcję, że mój czteroletni synek i roczna córeczka z radością czekają na razem spędzany czas. Myśląc o naszych wspólnych zabawach, zauważam, że podświadomie ujawniają się w nich moje zainteresowania, chodzi o zagadnienia związane z architekturą, techniką, historią i podróżami. Tematy te mnie pasjonują i namiętnie zbieram literaturę im poświęconą, po czym spędzam nad nią nieliczne wolne chwile. Podczas zabaw z dziećmi, szczególnie z synkiem, wspólnie wznosimy różne budowle i czytamy książki dotyczące techniki. Mogę się pochwalić naszym ostatnim osiągnięciem – wybudowaniem modelu zamku Neuschwanstein, którego oryginał znajduje się w bawarskich Alpach i jest pierwowzorem zamku w Disneylandzie. Teraz planujemy budowę modelu minielektrowni wiatrowej i oczyszczalni ścieków.

Mam to szczęście, że moje pasje mogę realizować również w codziennej pracy. NIedawno współorganizowałem Konferencję KorGazNet poświeconą miejscu technologii ochrony katodowej we współczesnym gazownictwie. Jest to projekt, który prowadzę od kilku lat. Była to dopiero druga edycja konferencji w obecnej formie, ale w rzeczywistości pierwsze spotkanie poświęcone tej tematyce współorganizowałem już w 2005 r. Wtedy wzięło w nim udział dziewięć osób – pracowników MSG Sp. z o.o., natomiast w tegorocznej edycji uczestniczyło sto trzydzieści osób, w tym przedstawiciele operatorów sieci gazowych, działających w Polsce, reprezentanci PGNiG S.A., Izby Gospodarczej Gazownictwa, PKEOpK, uczelni wyższych oraz firm dostarczających wyroby i usługi na potrzeby branży gazowniczej.

 

Mgr inż. Ryszard KIEWREL, „Srebrny Inżynier 2011” w kategorii Ekologia”

Miałem to szczęście, że całe moje życie prywatne i zawodowe zawsze było bardzo urozmaicone. Stąd też i dni w nim znaczących było wiele. Może tym najbardziej znaczącym był ten, w którym ostatecznie zdecydowałem o wyborze miejsca studiów. W grę wchodziły tylko dwie prestiżowe uczelnie: WAT i AGH. Miejsce zamieszkania ostatecznie zadecydowało, że zdawałem na Wydział Elektrotechniki AGH w Krakowie. Ta decyzja ukierunkowała całe dalsze moje życie zawodowe i prywatne.

Takim znaczącym dniem był także dzień obrony pracy magisterskiej. Pamiętam, że tym dniu rano pojechałem na uczelnię i w dziekanacie niespodziewanie dowiedziałem się, że z powodu nagłego wyjazdu mojego promotora na zagraniczną konferencję naukową właśnie w tym dniu po południu grupa pięciu jego dyplomantów będzie się „bronić” w dużo wcześniejszym terminie. Nigdy nie zapomnę stresu związanego z ekspresowym tempem przygotowania się do obrony, a następnie wspaniałej kameralnej atmosfery salki seminaryjnej Katedry Maszyn Elektrycznych, w której odbywała się obrona. Obronę pracy magisterskiej wspominam bardziej jako partnerską debatę techniczną nad przedstawionymi w mojej pracy zagadnieniami niż jako weryfikujący egzamin. Budujący był fakt, że to, co przedstawiłem w swojej pracy, okazało się na tyle interesujące, że do dyskusji aktywnie włączyło się również wielu pracowników naukowych wydziału.

Później było wiele wspaniałych zdarzeń związanych z moją pracą w grupie rozruchowej nowohuckiego Elektromontażu. Uczestniczyłem w wielu najważniejszych krajowych inwestycjach. Miałem możliwość współpracy z zachodnimi specjalistami, wdrażania najnowszych technologii i uruchamiania nowoczesnych urządzeń.

Wyróżnienie statuetką i tytułem „Srebrnego Inżyniera 2011” (często określane inżynierskim Oscarem) jest dla mnie podsumowaniem całej mojej pracy zawodowej. To nie tylko ogromna satysfakcja – to uhonorowanie najwyższej rangi.

 

Mgr inż. Jerzy MARCZEWSKI, „Srebrny Inżynier 2011” w kategorii „High-Tech”

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, który z minionych dni był najważniejszy. Takie pytanie zmusza do zadumy i głębokiej refleksji. Czy taki dzień można jednoznacznie wskazać?

Bez głębszego zastanowienia mogę powiedzieć natomiast, że obecnie każdy dzień jest dla mnie ważny. W przeszłości ważnymi chwilami były dla mnie np.: zwycięski mecz w podwórkowej rozgrywce w piłce nożnej czy szkolny mecz piłki ręcznej, a w dalszej perspektywie promocja do następnej klasy.
Bardzo ważne było dostanie się na studia techniczne, później pomyślne zdawanie egzaminów i w efekcie uzyskanie dyplomu inżyniera mechanika. Nie wiem, czy najważniejszym dniem w moim życiu było rozpoczęcie i potem ukończenie studiów technicznych, a następnie podjęcie pracy konstruktora, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że była to najważniejsza decyzja w moim życiu.

Obecnie ważna jest dla mnie zawodowa praca konstruktora w firmie Metalbud należącej do Henryka Nowickiego. W kolektywie możemy tworzyć nowoczesne, wydajne, bezpieczne i użyteczne konstrukcje maszyn i urządzeń do przemysłu mięsnego i spożywczego. Praca konstruktora jest dla mnie w pewnym sensie przygodą, pasją i sprawdzianem umiejętności.

Dzięki pracy w firmie Metalbud uzyskałem nominację i tak zaszczytne wyróżnienie w plebiscycie „Przeglądu Technicznego”. To był dla mnie bardzo znaczący dzień.

Spędzanie wolnego czasu zmienia się z wiekiem. Od zawsze grałem w piłkę nożną, ale kontuzja kolana pozwala mi jedynie pływać i jeździć na rowerze. W czasach studenckich uwielbiałem taniec towarzyski, najlepiej wychodziły mi rumba, cha-cha i tango. Ale kolano teraz ogranicza te przyjemności. Pozostało więc słuchanie dobrej muzyki.


Mgr inż. Wojciech TRYBUS, „Srebrny Inżynier 2011” w kategorii „Menedżer”

Mówiąc o najważniejszym dniu w życiu zawodowym, muszę nawiązać do kategorii, w której otrzymałem wyróżnienie – „Menedżer”. W kwietniu 1993 r. dostałem propozycję objęcia kierownictwa Laboratorium Badawczego w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Samochodów Małolitrażowych. Było to związane z przygotowaniami do uzyskania przez to Laboratorium certyfikatu akredytacji. To był początek systemów akredytacji i certyfikacji w Polsce, więc było spore wyzwanie dla inżyniera – konstruktora i badacza, który miał się stać menedżerem. Decyzję podjąłem po dyskusji w rodzinie i ze znajomymi.

Minęło prawie 20 lat, a systemy zarządzania – już nie tylko jakością, lecz także środowiskowego i bezpieczeństwem – spowszedniały, a na pierwszym planie pozostały kwestie stricte merytoryczne. W 2010 r. Ośrodek został sprywatyzowany, stał się własnością załogi i nosi nazwę Instytut Badań i Rozwoju Motoryzacji BOSMAL Sp. z o.o. Jako członek Zarządu sporo czasu muszę poświęcać właśnie sprawom zarządczym, największą satysfakcję sprawia mi jednak udział w rozwiązywaniu problemów inżynierskich. W ciągu tych 20 lat zatrudnienie w Laboratorium wzrosło o ponad 50%, jest więc z kim te problemy rozwiązywać.

Regeneracja sił wymaga pewnej odskoczni. Dla mnie jest to głównie turystyka, samochodowa i piesza, przeważnie po Polsce. Już okolice Bielska-Białej, a nawet samo miasto, oferują sporo możliwości. Nie wszyscy wiedzą, że w granicach naszego miasta znajduje się Klimczok – góra o wysokości 1117 m.
Z niecierpliwością czekam na wiosnę i możliwość rozpoczęcia prac w przydomowym ogrodzie, miejscu gdzie codziennie można zużyć sporo kalorii (właściwie – dżuli).

 

Dr inż. Marek St. WĘGLOWSKI, „Srebrny Inżynier 2011” w kategorii „Nauka”

Pracuję w specjalności, która jest w Polsce mocna i dynamiczna – spawalnictwie. Mamy świetnie wykształconą kadrę, sprzęt badawczy i technologię na wysokim poziomie. Czasy, kiedy wielu spawalników szukało pracy za granicą, mamy już za sobą. A zatem i możliwości badawcze w Instytucie Spawalnictwa są duże. To może wypełniać czas bez reszty i nie daje zbyt wielu okazji do rozwijania prywatnych zainteresowań. Moja działalność jest interdyscyplinarna: monitorowanie procesu spawania, modyfikowanie powierzchni, badanie spawalności. Badamy nowe technologie - np. spawanie wiązką laserową (mamy do dyspozycji lasery coraz większej mocy, a ta metoda jest coraz tańsza i powszechniejsza).

Technologią, którą Instytut Spawalnictwa się zajmuje i którą rozwijamy jako jedyna jednostka, jest łączenie metali nieżelaznych przez zgrzewanie. Mówi się, że wskutek nowych technologii, które pozwalają kształtować elementy od razu w formie ostatecznej lub wytwarzać np. blachy o zmiennej grubości, zapotrzebowanie na techniki spawania i cięcia maleje, ale to właśnie jest wyzwaniem: spawalnictwo znajduje nowe metody i zastosowania, zmienia się. My też musimy śledzić rozwój innych technologii i dziedzin, np. automatykę czy inżynierię materiałową, gdyż stale pojawiają się nowe materiały, które trzeba badać pod kątem spawalności. Tu ciągle dzieje się coś nowego, a w Instytucie pojawiają się nowi zleceniodawcy.

Technologie spawania, jakich użyto przy budowie Stadionu Narodowego i innych obiektów na Euro 2012, były badane u nas. Bierzemy udział w kilku badawczych projektach międzynarodowych rocznie, należymy też do konsorcjum przygotowującego wymagania technologiczne dla elektrowni jądrowych. To fascynujące. Te zagadnienia mnie pochłaniają prawie zupełnie (niedawno obroniłem pracę doktorską), a więc niewiele pozostaje czasu na prywatne zainteresowania. Ale jeżeli mam parę chwil, to czytam książki historyczne – historią interesuję się od czasów szkolnych.

Mgr inż. Piotr DOLIGALSKI, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Zarządzanie”

Miałem wiele ważnych dni, ale niestety – niedawno spotkało moje gospodarstwo nieszczęście i nie był to przypadek losowy, lecz człowiek wyrządził krzywdę zwierzętom, a ja dodatkowo poniosłem straty. Jednak nie chciałbym o tym dniu mówić.

To może zabrzmi dziwnie, ale moim głównym hobby jest rolnictwo. Udaje mi się go „uprawiać” prowadząc duże gospodarstwo. Domyślam się, że podobnie jak wielu rolników uwielbiam wyjść na pole i patrzeć jak zieleni się, kłosi, kwitnie i dojrzewa zboże. Zapewne wielu mieszkańców miast widzi jak piękne są kwitnące łany rzepaku. Ja mam nad nimi przewagę, bo mogę ten żółty łan powąchać, zobaczyć jak go oblatują pszczoły i inne owady, a przy okazji oszacować plony.

Uważam, że jest wiele wspaniałych rolniczych zapachów, które są albo niezauważane, a dla niektórych mało przyjemne. A przecież pięknie pachnie świeże mleko. Pachnąca jest też kiszonka, będąca paszą dla bydła. Może ona pachnieć brzydko, gdy zamiast dających piękny zapach bakterii kwasu mlekowego wkradną się bakterie kwasu octowego czy masłowego.

Moim drugim hobby jest łowiectwo. Z przykrością wysłuchuję krzywdzących dla myśliwych opinii. Uważam, że dobry myśliwy to głównie selekcjoner. To dzięki niemu nie mają szans przekazywania swoich genów osobniki z wadami genetycznymi czy skrzywdzone przez naturę. Ponadto nie byłoby w Polsce takiego łowieckiego bogactwa, gdyby nie koła łowieckie. To my organizujemy podkarmianie zwierząt w trudnych warunkach zimowych, to my zasiedlamy lasy i pola zwierzyną, która tradycyjnie u nas żyła, np. zającami, kuropatwami czy bażantami (sam kupiłem 30 szt.). Ponadto polowania to kultywowanie staropolskiej tradycji.

Mgr inż. Przemysław FRASK, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „High-Tech”

Sądzę, że ważnym momentem w moim życiu zawodowym było nawiązanie współpracy licencyjnej z Amerykanami, którzy wnieśli do pracy trochę inne obyczaje i praktyki. Z natury nie jestem nazbyt pedantyczny i te procedury na pierwszy rzut oka wydały mi się długie i skomplikowane. Wyglądało na to, że przy takim trybie pracy nie jesteśmy w stanie dotrzymać żadnych terminów, bo kiedyś działało się bardziej spontanicznie i tempo pracy narzucał ktoś, kto akurat był „bohaterem dnia”. Było trochę chaosu, ale zawsze w końcu ktoś „pod pachą” przyniósł rozwiązanie problemu. Teraz mamy zupełnie inny stosunek do organizacji czasu. Pośpiech generuje błąd, ważne jest więc równomiernie tempo i rozważnie stawiane kroki. Wiele operacji wykonujemy w sieci. Tu każdy błąd może być kontrolowany i korygowany. Nie ma więc mowy o zaskoczeniach nagłą niedoróbką czy brakiem czegoś. Jest to tym bardziej ważne dla mnie, gdyż zajmuję się jakością i m.in. planowaniem napraw i usuwaniem usterek.

Produkujemy elementy kabin śmigłowców. Mam na co dzień do czynienia z dokumentacją, która przychodzi do nas z firmy Sikorsky i jest oczywiście czytelna, trzeba ją było przetłumaczyć i dostosować do naszych miar. Główną wytyczną przy tej produkcji jest obniżanie pracochłonności i kosztów, by zachować konkurencyjność. Przejście na nowy tryb pracy było przygodą, mogę powiedzieć, że dało mi nowy „power” także w życiu.

Moim hobby są modele z tworzyw sztucznych, którymi się bawię wieczorami. Chętnie biorę udział w imprezach zbiorowych, które firma organizuje. Współpraca z Sikorskym wprowadziła nowe formy takiej wspólnej zabawy i rekreacji. Organizujemy wycieczki i pikniki rodzinne, dni otwarte w firmie. Rozwinęły się rozgrywki sportowe między wydziałami. Nową formą są stałe ankiety wśród pracowników, które mają niezwykle pozytywny wpływ na życie zbiorowe, bo pozwalają zawczasu uniknąć nieporozumień i zlikwidować ewentualne źródła konfliktów.

 

Mgr inż. Maria MIGDAŁ, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Nauka”

Moje zainteresowania są bardzo różne. Nie mam jednej pasji, która mnie fascynuje i której poświęcam każdą wolną chwilę, na którą wydaję ostatni grosz - a to właśnie kojarzy mi się z własnym hobby. Staram się cieszyć każdą wolną chwilą, którą mogę spędzić w sposób niewymuszony, relaksujący. Ilość obowiązków związanych z pracą, sprawiają jednak, że czasem odczuwam zmęczenie, wiec każda chwila „leniuchowania” jest zbawienna, a jeśli do tego cieszy to, czego więcej wymagać.

Te mniejsze i większe przyjemności zmieniają się z porami roku, jak również z upływem czasu. Były gry planszowe, brydż, łamigłówki, z czasem pojawiło się zainteresowanie nartami, podróżami i domem również. Wydawałoby się, że „groch z kapustą”, ale dlaczego nie. Jeśli tak spędzany czas daje radość i wytchnienie, to nie ma potrzeby na siłę zmieniać i poszukiwać pasji, bo inni taką się chwalą.

Zainteresowania z czasem mogą stać się życiową pasją. Wszystko zależy od tego, czy odnajdujemy w nich siebie i czy sprawiają nam one radość. I może w moim przypadku tak się stanie – wszystko jeszcze mam przed sobą i w tym cały urok życia.

Uważam, że zainteresowania, jakie mamy, bardzo wiele mówią o nas innym ludziom. Biorąc udział w różnego typu zajęciach poznajemy innych, którzy podobnie jak my realizują swoje marzenia. Nic nie sprawia takiej radości jak rozmowa na temat swoich zainteresowań. W moim przypadku mam szczęście, że spotkałam przyjaciół, w tym kilku sprawdzonych, że jestem ogólnie lubiana, tak myślę. Na co dzień spotykam się z wieloma wyrazami sympatii, które staram się odwzajemniać, a to również daje mi poczucie wewnętrznej radości, sprawia, że każdy dzień staje się tym ważnym i ważniejszym.

Mgr inż. Jan SIWIŃSKI, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Ekologia”

Z żoną Alicją mamy dwóch synów: Konrada - studenta ekonometrii i informatyki na Uniwersytecie Warszawskim i Piotra - 11-letniego ucznia szkoły podstawowej, który już interesuje się techniką. Razem staramy się czynnie wykorzystywać wolny czas. Latem są to wycieczki rowerowe, żagle na Mazurach (mam patent żeglarza jachtowego) i wędrówki po górach. Zimą wyjeżdżamy całą rodziną na narty. W tym roku byliśmy tydzień we włoskich Alpach. W niedzielne wieczory gram z synami albo z kolegami w tenisa. Moim najnowszym sportowym zainteresowaniem jest golf. Wspólnie z młodszym synem ukończyliśmy kurs na zieloną kartę i planujemy grać w wolnym czasie.

Często chodzimy do kina, teatrów, a nawet do klubów. Mój starszy syn jest miłośnikiem kina ambitnego, stąd często wykorzystujemy jego sugestie odnośnie wyboru repertuaru. W wolnym czasie czytam książki: najchętniej sensacyjne i przygodowe. Interesują mnie też książki, w których opisane są historie ludzi, którzy w swoim życiu dokonali czegoś niezwykłego. Ostatnio przeczytałem książkę o Amerykance - przez 5 lat przeszła wokół Ziemię, w celu zwrócenia uwagi na konieczność badań profilaktycznych. Od liceum interesuję się muzyką. Pierwsze pieniądze zarobione w spółdzielni studenckiej przeznaczyłem na sprzęt (Radmor stereo z kolumnami), kasety i płyty winylowe. Płyty mam do dziś.

Muzyką interesują się również moi synowie, obaj grają na instrumentach i znają klasykę rocka. Często chodzimy na koncerty plenerowe.
W tym roku mija 25-lecie naszego małżeństwa. Postanowiliśmy z żoną, że spędzimy rocznicę w Barcelonie, a w wakacje jak co roku odwiedzimy Mazury i planujemy z młodszym synem wyjazd do Francji (bez Disneylandu).

Mgr inż. Andrzej SMÓŁKO, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Menedżer”

Może dlatego, że jestem związany z Łodzią, miastem, w którym na co dzień trudno o kontakt z przyrodą, każdą wolną chwilę staram się poświęcać na obcowanie z naturą, najchętniej – na Mazurach, we wszystkim, co się nadaje do pływania. Trochę wędkuję, sporo żegluję, mam patent starszego sternika (chociaż nie mam swojej łodzi, korzystam z wynajętych). Zwykle pływam z przyjaciółmi, także z dziećmi, ale teraz, kiedy są już dorosłe i samodzielne, częściej wolą własne sposoby spędzania wolnego czasu.

Każda okazja, by spojrzeć na życie i pracę z innej perspektywy, jest cenna. Skłania do refleksji ekologicznych i nie tylko. Interesuję się zagadnieniami ekologicznymi, przyrodniczymi, tym wszystkim, co można nazwać zrównoważonym rozwojem. Sporo czytam na te tematy. Uważam, że równowaga między życiem zawodowym a odpoczynkiem w zmienionych warunkach jest niezbędna, tworzy pozytywną synergię wspomagającą przy podejmowaniu nowych i trudnych wyzwań. Właśnie przygotowuję się do morskiego rejsu. To też będzie poważne wyzwanie.

Dr inż. Joanna TKACZYK, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Jakość”

Należę do tych szczęśliwych osób, które mogą łączyć hobby z pracą zawodową. Kocham dziką przyrodę, jeziora, lasy, ptaki. Czas spędzony nad jeziorem położonym wśród lasów jest dla mnie niezwykłym przeżyciem, przynosi ukojenie, pozwala oderwać się od problemów życia codziennego. Doceniając niezwykłe walory polskiego krajobrazu, a także radość z przebywania na łonie natury, również w mojej pracy szczególnie zaangażowałam się w ochronę zasobów przyrodniczych i środowiska naturalnego, uczestniczę bowiem w procesie ustanawiania europejskich kryteriów ekologicznych dla określonych grup wyrobów oraz koordynuję prace związane z przyznawaniem oznakowania ekologicznego UE Ecolabel.

Europejskie oznakowanie ekologiczne „Ecolabel” jest oficjalnym znakiem Unii Europejskiej przeznaczonym dla wyrobów o gwarantowanych właściwościach ekologicznych. Przyznawane jest na podstawie rygorystycznych i wiarygodnych kryteriów, które uwzględniają cały cykl życia wyrobów, a więc oddziaływanie na zmiany klimatyczne, przyrodę i różnorodność biologiczną, zużycie energii i zasobów, powstawanie odpadów, emisje do środowiska, zanieczyszczenie środowiska oraz wykorzystywanie i uwalnianie substancji stwarzających zagrożenie. Pod uwagę bierze się także aspekty zdrowotne, społeczne i etyczne, jak również zapewnienie trwałości i możliwości ponownego wykorzystania produktów oraz ograniczanie badań na zwierzętach, jeżeli jest to możliwe.

Jak widać, europejskie oznakowanie ekologiczne „Ecolabel” jest ważnym instrumentem ochrony przyrody. Dzięki pracy związanej z Ecolabel wzrosła moja świadomość ekologiczna, która przejawia się w codziennej trosce o środowisko, nie tylko życiu zawodowym, ale również w czasie wolnym od pracy.

Mgr inż. Tomasz GRZYWALSKI, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Młody Inżynier”

Jakiś czas temu zauważyłem, że życie samą techniką i zajmowanie się przedmiotami ścisłymi to nie wszystko. Ciągłe poszukiwanie wzorów i logicznych prawidłowości potrafi bardzo zmęczyć umysł. Szukałem różnych sposobów odreagowania i zdecydowanie najlepszym okazała się muzyka. Preferuję ambitne odmiany rocka i jazzu, ale często sięgam też po muzykę klasyczną. Ulubieni wykonawcy to Dream Theater, Genesis i Magma. Płyt słucham na dobrym sprzęcie (słuchawki, wzmacniacz, kolumny). To hobby pozwala mi się wyciszyć, oderwać od tego, co robię na co dzień, złapać równowagę. Kolekcjonuję płyty kompaktowe i chociaż nie jest to jeszcze zbyt obszerny zbiór, to można w nim znaleźć kilka białych kruków. Szczególnie cenne są dla mnie albumy z osobiście uzyskanymi autografami artystów.

Natomiast jeśli chodzi o wypoczynek aktywny, to bardzo lubię jeździć na rowerze. Na uczelni mieliśmy profesorów, którzy przez cały rok na zajęcia przyjeżdżali na rowerze, czym imponowali studentom. Stwierdziłem, że wystarczy chcieć i gdy nie ma mrozu, to jeżdżę na rowerze do pracy (6 km w jedną stronę, pół godziny spokojnej jazdy), choć za mało jest ścieżek rowerowych. Po powrocie do domu jestem zupełnie rozładowany - umysł mam „przewietrzony”.

Od kilku lat mieszkam z partnerką. Poznaliśmy się dzięki naszemu wspólnemu hobby – muzyce. Natalia w tym roku kończy psychologię na Uniwersytecie w Poznaniu i jest świetnie zapowiadającym się specjalistą z dziedziny seksuologii i zaburzeń osobowości.

Urlopy spędzamy głównie w górach. Tatry mamy już „zaliczone”. Nasze ulubione lokalizacje to Gęsia Szyja i Starorobociański Wierch. W zeszłym roku byliśmy na pierwszej zagraniczne wycieczce – w Czarnogórze. Tej wiosny wybieramy się na Kretę.

 

Mgr inż. Janusz ONYSZCZUK, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Młody Inżynier”

Moją wielką pasją jest „odkrywanie” Polski. Wspólnie z żoną wyszukujemy w przewodnikach i na forach internetowych informacji o ciekawych miejscach i planujemy 3-4-dniowe wyprawy. Często podczas takich wycieczek trafiamy zupełnie niespodziewanie na nowe, warte odwiedzenia miejsca, wyjątkowe pod względem architektonicznym, przyrodniczym lub kulturowym. Nasze wspólne wyjazdy pozwalają nam oderwać się od codzienności i chociaż przez kilka dni patrzeć na nasze życie z zupełnie innej perspektywy. To zadziwiające, jak zróżnicowana może być Polska – zróżnicowana – ale przez to również piękna i niepowtarzalna.

 Ważne w naszych podróżach są polskie, średniowieczne budowle obronne. Odwiedziliśmy już kilkadziesiąt miejsc, w których wieki temu znajdowały się potężne zamki, unikatowe pod względem położenia i architektury. Dziś większość z nich to niestety ruiny, których pozostałości odchodzą w zapomnienie okryte dywanem bujnej roślinności. My chcemy pamiętać, dlatego poszukujemy takich miejsc i staramy się możliwie najlepiej poznać ich historię.

Przy złej pogodzie pochłania nas druga pasja – kino. Nie podążamy ślepo za nowościami pojawiającymi się w typowych multipleksach, ale zawsze sprawdzamy, jakie filmy z wchodzących właśnie do kin warto obejrzeć. Często po zakończonym seansie potrafimy godzinami dyskutować na temat fabuły, czy gry poszczególnych aktorów. Ostatnio byliśmy na „Człowiek z Hawru” (reż. Aki Kaurismäki) – polecam tym, których nudzi kino typowe kino akcji z szybkimi samochodami, strzelaninami i siatką intryg, a którzy poszukują lekkiego filmu z pozytywnym przesłaniem.

Mgr inż. Łukasz RADWAŃSKI:, „Wyróżniony Inżynier 2011” w kategorii „Młody Inżynier”

Pochodzę z Lanckorony, małej, uroczej miejscowości, położonej na wzgórzu, 30 km od Krakowa. Podstawy zagadnień związanych z mechaniką wyniosłem z domu – od zawsze pasjonowałem się kreowaniem nowych rozwiązań, techniką, jak również samochodami. Zacięcie do przedmiotów ścisłych – matematyki, fizyki - nakierowało mnie po ukończeniu technikum w Kalwarii Zebrzydowskiej na Politechnikę Krakowską – Wydział Mechaniczny, którą ukończyłem w 2003 r. z dyplomem magistra inżyniera systemów i urządzeń energetyki cieplnej.

Po ukończeniu studiów pracowałem w gminie Lanckorona jako nauczyciel techniki. Starałem się zarazić młodzież podstawami z zakresu sztuki inżynierskiej. Dzięki mnie poznawali rysunek techniczny, maszyny proste, podstawy elektrotechniki itd. Jednakże zawsze pociągał mnie przemysł ciężki oraz wyzwania związane z produkcją.

W 2005 r. zamieszkałem z żoną w Sułkowicach, nieopodal Fabryki Narzędzi „Kuźnia” S.A. Narzędzia ręczne „Kuźni” były mi doskonale znane ze swojej jakości oraz niezawodności. Kiedy więc nadarzyła się możliwość zatrudnienia, decyzję podjąłem natychmiast. Przez pierwsze miesiące pracowałem jako ślusarz narzędziowy na Wydziale Narzędziowni, gdzie poznawałem narzędzia do obróbki plastycznej, następnie na Wydziale Obróbki Odkuwek – pracowałem jako operator obrabiarki cnc; poprzez stanowisko brygadzisty, mistrza, zastępcy kierownika organizowałem pracę na Wydziale Obróbki, wykorzystując nowoczesne wyposażenie zakładu. Kolejnym wyzwaniem była praca na Wydziale Narzędziowni i podniesienie żywotności matryc używanych do kucia na młotach. Od roku jestem głównym technologiem, kieruję pracą Działu Technicznego, jak też Narzędziownią, Centralną Wypożyczalnią Narzędzi oraz Hartownią.

Wolny czas spędzam z rodziną, odwiedzamy często Muzeum Lotnictwa w Krakowie, gdzie syn rozwija swoje zainteresowania. Od niedawna interesuję się pszczelarstwem i zamierzam założyć ul.

Zdjęcia: Irena Fober