Wśród spraw, o których można powiedzieć, że nam w minionym dwudziestoleciu wyszły, jest niewątpliwie edukacja na poziomie wyższym. Fakt, że mamy dziś pięć razy tyle studentów, co w końcowych latach PRL-u, świadczy o tym najlepiej. Gorzej, że tylko część z kończących studia znajduje potem zatrudnienie. Spędza to sen z powiek ludziom, nie tylko bezpośrednio zainteresowanym, ale w ogóle zaangażowanym. Sam wielokrotnie podszczypywałem z tego powodu kompetentne władze, ale ostatnio mam coraz więcej wątpliwości, czy jest to problem realny, czy zatrudnienie wszystkich absolwentów wyższych uczelni wyszłoby krajowi na dobre.

Pozwolę sobie raz jeszcze nawiązać do oklepanego wprawdzie, ale pasującego do tematu powiedzenia wielkiego hetmana o Rzeczachpospolitych, które takie będą, jakie ich młodzieży chowanie. Powiedzenie to z reguły rozumie się tak, jak w czasach gdy było po raz pierwszy wypowiedziane, tzn. tak, że gdy młodzież zamiast pałętać się ze strzelbą po bagnach lub po knajpach z karabelą, posiedzi nad książką, jeśli swój umysł oświeci, to kraj będzie się stawał od tego lepszy.
Dziś pojęcie „chowanie” bardzo się od tamtego czasu poszerzyło i młodego człowieka „chowa” się nie tylko w ogóle, ale z myślą o konkretnej roli. Kiedyś określało tę rolę państwo, kierując się mniej lub bardziej trafną prognozą potrzeb, a dziś określa ją demokratyczny żywioł. Chowanie z misji stało się w znacznej mierze biznesem i jego rządzą nim prawa.
Po pierwsze więc naucza się tego, co się potrafi. Ile to razy zdarza się obecnie, że jakiś zwykły Władek jawi się nagle profesorem Władysławem – oczywiście nie od mostów czy medycyny, tylko od seksu albo polityki. Po drugie wabi się tym słuchaczy, co przemawia do wyobraźni. Sam się np. dziwię, że dotychczas jeszcze nie powstała jakaś Wyższa Szkoła Pisania Wierszy im. Adama Mickiewicza albo Akademia Poetycka im. Juliusza Słowackiego. Z naborem nie sądzę by były kłopoty, bo kto nie chciałby zostać Mickiewiczem. Pisać wszak, podobnie jak śpiewać, każdy może - szczególnie po kursie.

Czasy, gdy Opatrzność rozdzielała talenty, mamy już dawno poza sobą. Dziś talenty kreuje szkoła i potwierdza je dyplomem. Potem wprawdzie zdarzają się kwasy, bo społeczeństwo nie rozumie artystów. Słowa wielkiego hetmana należy dziś odczytywać w takim właśnie kontekście; rozważać jakie będą Rzeczypospolite w zależności od tego, kogo kształcimy. Jaka np. będzie Rzeczpospolita, gdy – sprowadzając rzecz ad absurdum - kształcić będziemy samych artystów. Będą niewątpliwie uduchowione… i na pewno deficytowe. Na szczęście to nam nie grozi, bo edukacyjny żywioł obrał już kurs nieco inny.

W czasach przełomu nad duchem górę wzięła kasa i edukacja poszła w kierunku najbardziej rentownych - jak wydawało się wtedy - profesji: prawa, ekonomii, zarządzania, marketingu, politologii… Stąd mamy obecnie w tych zawodach wysoką superatę i kiedy ktoś z polityków, w przedwyborczym czasie, obiecuje wykształconym młodym, że im otworzy perspektywy w kraju, to trzeba zacząć się bać. Już dziś np. mamy najwięcej w Europie (z wyjątkiem 80-milionowych Niemiec) sędziów i nawet od Niemców więcej - prokuratorów. Miast państwa prawa, staliśmy się państwem prawników. Już dziś, gdziekolwiek coś się zdarzy, najrozmaitsze władze ślą psychologów, byleby mieli zajęcie. Naród głupieje od reklamy, a państwo (prywatne firmy mnie nie bolą, bo to ich pieniądze) sypie na nią groszem w koło bez ładu i składu, a przede wszystkim bez sensu – traktując ją bardziej jako działalność charytatywną niż racjonalna potrzebę. Naród głupieje w politycznym zgiełku ciągle rosnącej watahy politologów, speców politycznego marketingu, psychologów społecznych, kreatorów wizerunku… zasypywany gradem ankietowych słupków, wykresów, liczb nic nie mówiących, do niczego nie potrzebnych, nigdy się nie sprawdzających. Co będzie, gdy komuś naprawdę przyjdzie do głowy tak rozbudować państwowe struktury, by pomieściły cały produkt edukacyjnego żywiołu? Jakie będą Rzeczypospolite, gdy żywioł ów będzie trwał, a skończy się źródło bogactwa - unijne dotacje?

hen