„Mędrca szkiełko i oko” mylnie zostało przyjęte jako atrybut tylko uczonego-racjonalisty, czego dowodzą takie prace, jak piękna książka Zbigniewa Herberta „Martwa natura z wędzidłem” (obraz Johannesa van der Beecka – Terrentiusa). Jeżeli przedmiotem poezji jest magia języka, to malarstwa – magia i głębia widzenia szczegółów. Nie przypadkiem złoty wiek malarstwa holenderskiego wiąże się w tym kraju ze szczególnym rozkwitem badań nad optyką i techniki poszerzającej widzenie. Wprawdzie mikroskop optyczny jako kompletny przyrząd (powiększający 300 razy!) został skonstruowany przez Antoine van Leeuwenhoeka dopiero w 1677 r., a więc już w kilka lat po śmierci Rembrandta, ale efekt mikroskopowy był znany i stosowany przez Holendrów wiele lat wcześniej, oczywiście do celów komercyjnych. Dzięki osiągnięciom w obróbce soczewek handlowcy Niderlandów zyskali narzędzia, by stworzyć pierwszy nowoczesny system kontroli jakości wyrobów (głównie jubilerskich, włókienniczych i ziarna). W ten sposób narodziło się przekonanie, że aby opisać świat, nie wystarczy pewność intencji, z jaką przystępujemy do dzieła. Trzeba jeszcze umieć mu się przyglądać, a jeżeli oko nas zwodzi – stworzyć odpowiednie pomoce techniczne.

Wynalazki Holendrów (zarówno techniczne, jak i artystyczne) tego czasu są skrajnym przeciwieństwem popularnego wówczas myślenia, że np. opisując dalekie krainy Nowego Świata można popuszczać wodze fantazji, rysując ludzi z twarzami na piersi lub z ogonami. Malarstwo niderlandzkie słynie z tego, że poprzez umiejętne zestawienie rodzajowych drobiazgów potrafiło opisać nawet relacje społeczne, obyczajowe i rodzinne, nie tracąc przy tym całej magii wielkiej sztuki, która polega na zagadce i niedopowiedzeniu. Tego nie dałoby się osiągnąć bez rozwinięcia umiejętności wnikliwego patrzenia, bez postawy badawczej, która mówi, że jeżeli czegoś dobrze nie widzimy lub nie rozumiemy, trzeba pomyśleć nad skonstruowaniem narzędzi pomocniczych.

Leeuwenhoek był przedsiębiorcą samoukiem, zapoznanym z technologią obróbki szkła i zapalonym do inżynierskich przedsięwzięć, ale ponieważ zdawał sobie sprawę, że nie starcza mu wiedzy – nawiązał współpracę z wybitnym uczonym Christiaanem Huygensem, który dostarczył teoretycznych podstaw budowy mikroskopu i teleskopu. Mamy tu wzorcowy XVII-wieczny przykład kooperacji między nauką a inżynierią i praktyką, owocujący w dodatku jednym z największych przełomów w nauce, ponieważ pozwolił na odkrycie niezliczonej liczby mikroorganizmów i zjawisk niedostrzegalnych gołym okiem.

Wiek XX przyniósł wysyp konceptów zaglądania w głąb struktury materii: mikroskop elektronowy, tunelowy skaningowy, jonowy, polaryzacyjny (laserowy), a nawet ultradźwiękowy. W pogoni za coraz większą rozdzielczością obserwacji dochodzimy do rozpoznawania wymiarów rzędu wnętrza atomu. Dzięki temu powstała zupełnie nowa gałąź techniki – nanotechnologia. Obraz optyczny, który zresztą zawsze można łatwo uzyskać, posiłkując się elektronicznym ekranem, przestał być głównym celem tej penetracji.

Ale te wszystkie osiągnięcia nie dadzą się porównać z mikroskopem Leeuwenhoeka, który po raz pierwszy tak dobitnie wykazał, że ludzkie zmysłowe możliwości poznania da się tak radykalnie zwielokrotnić dzięki narzędziom, dzięki swoistym protezom. Nawet Kopernik posługiwał się niesłychanie prymitywnymi narzędziami, które jedynie miały uściślić pomiar. Zwiększały możliwości gromadzenia danych i ich przetwarzania, nie zaś zdobywania. Mikroskop pierwszy otworzył przed człowiekiem zupełnie nową przestrzeń działania. Nieuchronna cyborgizacja pozwoli kiedyś otworzyć wiele innych przestrzeni zarówno realnych, jak i wirtualnych.

Zygmunt Jazukiewicz