Kiedy bierze się do ręki butelkę wina z Nowego Świata, jego identyfikacja jest dość łatwa, ponieważ na etykiecie znajduje się zazwyczaj nazwa szczepu, z którego to wino zrobiono - a to już coś. Podobnie przy winach hiszpańskich określenia na etykiecie: "Roble", „Crianza", "Reserva" i "Gran Reserva", a na niemieckich: "Trocken", „Kabinett", "Auslese", "Spaetlese" itd. ułatwiają zorientowanie się, z jakiego rodzaju winem mamy do czynienia.

Niestety, tego komfortu nie ma zazwyczaj w przypadku win francuskich. W swoich wcześniejszych felietonach pisałem już wprawdzie np. o Chateauneuf du Pape, burgundach (w tym Chablis), winach alzackich, słodkich winach z Roussillon czy Beaujolais Nouveau (to wszystko Francja!), ale jak diabeł święconej wody unikałem sprawy podstawowej, jaką jest przecież klasyfikacja win francuskich - bo to temat z jednej strony nudny (przyjemniej się napić niż czytać o apelacjach), a z drugiej zawiły. Cóż - przyszła w końcu pora, żeby zmierzyć się z tym problemem!
Początki wydają się proste: otóż, we Francji wina nazywa się wg miejsca ich pochodzenia, ale tym miejscem może być: a) cały olbrzymi region (np. Bordeaux), b) nadal dość duży powierzchniowo okręg (np. Haut-Medoc), c) mniejszy podokręg (np. Cote de Beaune - Villages), d) gmina lub wioska (np. Margaux) lub wręcz e) pojedyńcza winnica (np. Le Montrachet). Niby więc nazwa miejsca (Francuzi nazywają ją apelacją - od Appelation d'Origine Controlee - zastrzeżone miejsce pochodzenia) jest na etykiecie, ale jeśli nie znamy z drobiazgową szczegółowością geografii Francji, to ona niewiele nam powie.

Jak w tej sytuacji sobie poradzić? Ano, trzeba wiedzieć jeszcze, że im mniejsza (drobniejsza) apelacja, tym wyższą klasę powinno reprezentować wino. Oznacza to, że np. wina z nazwą AOC Margaux na etykiecie powinny być generalnie lepsze od tych opatrzonych napisem AOC Medoc, a z kolei te ostatnie - lepsze od noszących na etykiecie dumną nazwę Bordeaux itd. Do ich rozróżnienia potrzebna jest jednak też pewna znajomość geografii.

W powszechnej opinii wina francuskie są najlepsze na świecie, a topowym regionem winiarskim Francji jest Bordeaux. To wszystko prawda, ale trzeba pamiętać, że kiedy trzymamy w rękach butelkę z napisem AOC Bordeaux, to jest to w całym regionie wino najniższej apelowanej klasy (nadal przyzwoite, ale jednak!) - tak więc nazwa Bordeaux wcale nie musi nobilitować. Do tego dochodzi fakt, że jakość win w ramach jednej apelacji (nawet drobnej) może być bardzo różna, a jeśli dodatkowo uwzględnić różnice między rocznikami, zacznie się prawdziwy zamęt.

Niezależnie od podziału win francuskich na klasy apelacji, wina te kategoryzuje się przy użyciu dodatkowych wyróżników - takich jak np. „Grand Cru” czy „Premier Cru” i - żeby było trudniej - określenia te znaczą co innego w Burgundii, a co innego w Bordeaux. Do tego dochodzi jeszcze coś takiego, jak „Cru Burgeois”!
Źródła całego tego bałaganu są historyczne - wszystko zaczęło się od sklasyfikowania w 1855 r. win bordoskich przez lokalną Izbę Handlową. Izba ta, zrzeszająca handlarzy winem (nie producentów!) wybrała spośród 8000 bordoskich chataeau 61 posiadłości, produkujących wina najwyższej jakości, dzieląc je przy tym na 5 kategorii Grand Cru. Ten podział utrzymał się praktycznie bez zmian do dziś. W ślad za Bordeaux poszły inne regiony, stosując jednak własne zasady klasyfikacji - stąd nawet rozgarniętym osobnikom trudno się w winach francuskich rozeznać.

I żeby jeszcze skomplikować sprawę dodam, że to wszystko, co dotychczas napisałem, dotyczy wyłącznie win apelowanych (ze skrótem AOC na etykiecie). Tymczasem poniżej nich klasyfikowane są jeszcze liczne wina VQDS (przedniej jakości z ograniczonego obszaru), vins de pays (wina krajowe - cokolwiek to znaczy!) i vins de table (wina stołowe).

Jeśli ktoś się jeszcze nie zmęczył, polecam wyprawę do sklepu po dobre, a jeszcze tanie wino z AOC Cahors - i na zdrowie!

winny maniak