25 września 1852 r. inżynier Henri Giffard z „kosmiczną” prędkością 9 km/h przeleciał nad Wersalem w dziwacznym balonie z napędem parowym o mocy 3 KM. Kiedy po 27 km podróży latające cygaro zaopatrzone w trzypłatowe śmigło do sterowania wylądowało niedaleko miasteczka Trappes, „z gondoli wysiadł elegancki młody człowiek w kwiecistej kamizelce i w czarnym cylindrze, wieśniacy żegnali się krzyżem świętym, zaś miejscowy proboszcz ściskał w dłoni kropidło” (Krzysztof Rutkowski, www.rfi.fr).

Ćwierć wieku później do Paryża przyjeżdża nieszczęśliwie zakochany Wokulski. Schodząc Polami Elizejskimi do ogrodów Tuileri, widzi latające monstrum z podgumowanego płótna o średnicy 36 metrów. „Miejscówkę” w obszernej gondoli na 50 osób wykupiło w sumie 35 tys. paryżan i przyjezdnych. Jak zaświadcza Bolesław Prus w „Lalce”, był wśród nich pan Stanisław i profesor Geist. Sam Giffard popełnił wkrótce samobójstwo, zapisując majątek ubogim i równie natchnionym jak on naukowcom.

Tymczasem kolejni śmiałkowie przecierają podniebne szlaki. Szczególnie zasłużył się Brazylijczyk, Alberto Santos-Dumont, który przeleciał się wokół wieży Eiffla balonem wyposażonym w stery i silnik benzynowy. Potem dwaj Francuzi – P. Lebaudy i H. Juliot rozpoczęli seryjną produkcję półsztywnych sterowców. A jednak w naszej pamięci i języku zapisał się dopiero hrabia Ferdinand Zeppelin, twórca zeppelina z usztywnioną konstrukcją aluminiową. W swój dziewiczy rejs pierwszy zeppelin wyruszył z Jeziora Bodeńskiego latem 1900 r. Kilka lat później sterowce zaczęły zabierać pasażerów.

CIEŃ WOJNY
Podczas I wojny światowej Niemcy próbowali używać sterowców do lotów rozpoznawczych oraz bombardowań Londynu i... Warszawy. W latach 20. konstrukcje niemieckich sterowców stawały się coraz doskonalsze, a wnętrza ukryte w gigantycznej powłoce - bardzo luksusowe.

Niestety, o sterowcach dałoby się nakręcić niejeden film grozy. W 1928 r. katastrofą zakończył się powrót „Italii” z bieguna północnego. Oblodzony sterowiec zderzył się z krą. Sześcioosobowa załoga znajdująca się w chwili wypadku w tylnej części aerostatu, zaginęła. Po dwu miesiącach udało się uratować polarników, którzy przetrwali zderzenie w oderwanej gondoli, jednak w akcji ratunkowej życie stracił zdobywca bieguna południowego, Roald Amundsen.

Tragedia spotkała też Brytyjczyków – 5 października 1930 r. w dziewiczym rejsie z Londynu do Karaczi rozbił się nad Francją podczas fatalnej pogody R 101. Spłonęły 54 osoby – załoga, konstruktorzy i propagator budowy brytyjskich sterowców, lord Thompson. Najbardziej medialnym upadkiem była jednak eksplozja niemieckiego LZ 129 „Hindenburg” (trudno nie zauważyć ciążącego nad tym sterowcem fatum – aluminiowe fragmenty wraku R 101 zostały wykupione przez firmę Zeppelin, która najprawdopodobniej wykorzystała je do konstrukcji... „Hindenburga”).

Nad losem LZ 129 i wszystkich sterowców zaciążył cień nazizmu. Ponieważ unosił je łatwopalny wodór, w każdej chwili gotowe były zamienić się płonące piekło. Dlatego po katastrofie R 101 przystąpiono w Niemczech do projektowania ogromnego sterowca, w którym wodór miał zostać zastąpiony bezpiecznym helem. Jednak Amerykanie, którzy jako jedyni dysponowali wówczas technologiami uzyskiwania helu, odmówili jego dostaw hitlerowskim Niemcom. Kongres USA nałożył embargo na hel, a konstruktorzy Luftshiffbau Zeppelin wrócili do wodoru.

Konsekwencje tej decyzji są powszechnie znane. 7 maja 1937 r. na płycie lotniska Lakehurst koło Nowego Jorku jak zwykle gromadzili się gapie i dziennikarze, ponieważ transatlantycka podróż największego statku powietrznego, jaki kiedykolwiek zbudowano – 245-metrowego kolosa napędzanego przez cztery silniki Diesla o mocy ponad 1000 KM, z wnętrzami zaprojektowanymi w stylu modernizmu, zawsze była niewątpliwą atrakcją (w sumie odbył on 17 regularnych rejsów przez Atlantyk do USA i Brazylii). Koniec „Hindenburga” i śmierć w płomieniach 36 pasażerów doprowadziły do upadku wielkich zeppelinów (mimo iż prawie 2/3 pasażerów i załogi przeżyła katastrofę).

GIGANTY POWRACAJĄ
Majestatyczny cień sterowców znowu będzie kładł się na ziemię. Chętnych do wskrzeszenia dinozaurów przestworzy nigdy nie brakowało. Latające cygara wykorzystywano jako nośnik reklam.

W 1997 r. nad miasteczkiem Friedrichshafen nad Jeziorem Bodeńskim znowu przeleciał „prawdziwy” sterowiec. W zakładach Zeppelina, od ponad pół wieku produkujących radary, ponownie zaczęto budować zeppeliny dla turystów i naukowców.

Brytyjska firma Hybrid Air Vehicles chce rozpocząć seryjną produkcję sterowców najpóźniej za dwa lata i już podpisała z Kanadyjczykami kontrakt na kilkadziesiąt sztuk przeznaczonych do dalekiego transportu powietrznego. Trwają prace nad 185-metrową konstrukcją o ładowności tysiąca ton, rozwijającą prędkość ponad 180 km/h.
Powrotem wypełnionych helem sterowców zainteresowane są zarówno cywilne spółki transportowe, jak i wojsko – dłuższy niż piłkarskie boisko balon LEMV (Long Endurance Multi-Intelligence Vehicle) powstaje w koncernie Northtrop Grumman na zlecenie amerykańskich sił zbrojnych.

Sterowce zużywają mniej paliwa niż samoloty, są więc tańsze w eksploatacji i bardziej przyjazne dla środowiska. Poruszają się w linii prostej. Nie potrzebują lotnisk ani autostrad. Drżyjcie więc, statki, samoloty, TIR-y i pociągi.

Irena Fober