Z Andrzejem BORONIEM, sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Elektryków Polskich, rozmawia Jerzy Bojanowicz.

W jaki sposób powstał dokument „Człowiek-Energia-Środowisko - Strategiczne dylematy bezpieczeństwa energetycznego”?

Naszym celem było opracowanie tez strategii energetycznej Polski na lata 20. i 30. XXI w., a także działań zapewniających bezpieczeństwo energetyczne, a więc obejmujących dostawy paliwa i energii, kwestie energetyki jądrowej - Polska jest jednym z ostatnich krajów rozwiniętych, w którym ma być dopiero wprowadzana - oddziaływania energetyki na środowisko i efektywność energetyczną.

Powstały dokument jest efektem pracy kilkunastoosobowego zespołu, w którym byli przedstawiciele różnych branż elektroenergetyki, z czego większość to członkowie SEP – profesorowie różnych uczelni. 2-3-osobowe podzespoły opracowywały zagadnienia związane z różnymi dziedzinami, które później były omawiane na szerszym forum. Spójny materiał opracował prof. Maciej Pawlik, dyrektor Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej.

Jakie są podstawowe wnioski tego dokumentu?

Jak wiadomo, w Polsce podstawowym surowcem energetycznym jest węgiel kamienny, którego – wg szacunków z 2007 r. – jest ok. 41 Gtoe (1 Gtoe = 1 mld t ropy ekwiwalentnej, 1 toe = 42 GJ), w tym ok. 14,4 Gtoe to zasoby zagospodarowane, co przy obecnym poziomie zużycia wystarczy na 40 lat. Ten okres można przedłużyć o kolejne lata, ale wymagałoby to wydobywania węgla z pokładów dotąd nie eksploatowanych, np. znacznie niżej położonych lub zalegających pod miastami, albo uzyskiwanie z niego energii chemicznej poprzez zgazowanie. Niemniej, czy tego chcemy czy nie, przez wiele lat będzie on naszym podstawowym surowcem. Bardziej dostępne i znacznie większe – uwzględniając zachowanie dotychczasowego poziomu jego zużycia - są zasoby węgla brunatnego, których (ok. 225 mld t w obszarach węglonośnych i bilansowe, ze złóż udokumentowanych) wystarczy nam na ok. 100 lat.

Trzeba jednak myśleć o następnych pokoleniach, dla których tego węgla po prostu już nie wystarczy. Niezbędny będzie import, co stworzy dodatkowe zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. A dziś, ze względu na posiadane zasoby węgla, Polska należy do pierwszej trójki najmniej uzależnionych od importu surowców krajów Europy.

Nakazem, wynikającym z bezpieczeństwa energetycznego, jest powszechniejsze stosowanie nowoczesnych technologii spalania węgla, które będą wdrażane w energetyce zawodowej. Są one bardziej efektywne od stosowanych obecnie.

Bo gwałtowne odejście od węgla nie jest możliwe. A wolniejsze? Zakładamy, że wzrośnie udział energetyki odnawialnej, a także, że energię wreszcie zaczną produkować elektrownie jądrowe, co znacznie poprawi strukturę jej wytwarzania.
Ale… energetyka odnawialna ma bardzo ograniczone możliwości. Sądzę, że jej udział w bilansie energetycznym wyniesie maksymalnie do 20%. Nie mamy też odpowiedniego, jak np. kraje skandynawskie, potencjału w energetyce wodnej. Wszyscy eksperci SEP są zgodni: przed energetyką jądrową nie ma odwrotu, gdyż tylko ona jest przyszłością polskiej energetyki.

Oczywiście, jest jeszcze kwestia lepszego wykorzystania energii pierwotnej w kogeneracji, czyli łącznej produkcji energii elektrycznej i cieplnej. Liczymy, że do 2020 r. elektrociepłownie podwoją produkcję energii elektrycznej. To także rozwijanie małej kogeneracji, czyli mikroźródeł, na co jest zielone światło. A przede wszystkim: poprawienie w elektrowniach sprawności wytwarzania. Obecnie wynosi ona 32-33%, gdy przy nowych technologiach, jak np. spalania węgla w blokach na parametry nadkrytyczne można uzyskać 45-46%. A w kogeneracji sprawność wynosi ponad 80%.

Można też myśleć o elektrowniach na gaz, ale nie liczyłbym na jakiś wielki przełom, bo krajowe zasoby gazu są znikome (w złożach lądowych i bałtyckich ok. 100 mld m3), trzeba by go więc importować. W dodatku, jak obecnie, z jednego kierunku, choć pewnym uzupełnieniem może być gaz norweski.
Ostatnio wiele się mówi o naszych zasobach gazu łupkowego, które Amerykanie szacują na ok. 8,6 bln m3, ale na jego wydobycie musimy jeszcze wiele lat poczekać. Jednak jeśli te szacunki się potwierdzą i wydobycie będzie możliwe, to wykorzystanie gazu przez elektrownie znacznie się zwiększy. Mamy odpowiednie technologie, które są stosowane w elektrowniach w Zielonej Górze, Gorzowie Wielkopolskim i Lublinie. Ale w grę wchodzą również technologie nowej generacji.

A gaz płynny?

To kolejny temat naszego opracowania. Jak wiadomo z Katarem została zwarta 20-letnia umowa na dostawę 1,5 mld m3 gazu rocznie. Oznacza to dywersyfikację dostaw, czyli uniezależnienie się od jednego kontrahenta, ale trzeba pamiętać, że w kraju rocznie wydobywamy ok. 4 mld m3 gazu, co pokazuje jaki będzie udział dostaw z gazoportu.

Także jesteśmy zdani na import ropy naftowej, ale będzie ona wykorzystywana nie jako paliwo w energetyce, a jako źródło napędu do pojazdów i w przemyśle chemicznym.

A co z samochodami na gaz: duże na CNG, małe na LPG?

Jako elektrycy promujemy samochody elektryczne, które – ze względu na znacznie mniejszy zasięg od tradycyjnych - mają przyszłość jako pojazdy miejskie. Niezbędne jednak będą stacje do ładowania akumulatorów samochodowych. Z drugiej strony, nie są one tak w 100% ekologiczne, bo ten prąd trzeba jednak wytworzyć w konwencjonalnych elektrowniach!

Dlatego powtórzę, że trzeba stopniowo wdrażać nowe technologie związane ze spalaniem węgla i gazu oraz inwestować w energetykę jądrową. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że w odległości 300 km od granic Polski pracuje 25 reaktorów!

To nasze zapóźnienie jest o tyle szczęśliwe, że w budowanej elektrowni będą pracować reaktory III generacji, odporne na kataklizmy i zamachy terrorystyczne. Niestety, po awarii w japońskiej elektrowni „Fukuszima” na świecie, a także w Polsce, wzrasta sprzeciw wobec energetyki jądrowej. Niestety, jest to przejaw krótkowzroczności. W Polsce już powinno pracować przynajmniej 5 elektrowni jądrowych.

Czy we wspomnianym dokumencie jest mowa o niezbędnych fachowcach?

Na przełomie lat 70. i 80. wykształciliśmy sporą grupę ludzi, którzy odbyli staże – głównie w elektrowniach jądrowych we Francji, w których powstaje ok. 80% wytwarzanej energii. Mieliśmy więc znakomitą kadrę, m.in. 1/3 pracowników „Energoprojektu Warszawa” zajmowała się tą tematyką, którzy – wobec zaniechania budowy elektrowni w Żarnowcu – rozjechali się po świecie.
Dlatego trzeba odbudować ten potencjał, by w latach 2020-22, kiedy zostaną uruchomione pierwsze reaktory, miał je kto obsługiwać. Na szczęście polskie firmy budowlane uczestniczą w budowie elektrowni jądrowych i nabierają doświadczeń.

Jakie jest zdanie ekspertów SEP odnośnie do programu Ministerstwa Gospodarki zwanego potocznie jako „biogazownia rolniczej w każdej gminie”?

SEP uczestniczy w realizacji biogazowni w Zwierzyńcu na Roztoczu. Biogazownia rolnicza wykorzystuje surowiec, którego na terenach rolniczych jest nie tylko pod dostatkiem, ale nie ma z nim co robić. Kierunek jest słuszny, ale biogazownie rolnicze nie odbudują energetyki, gdyż te obiekty będą produkować energię na potrzeby lokalne…

Mówimy o wytwarzaniu energii. A co z jej dystrybucją, a przede wszystkim przesyłem?

No właśnie. Przesył też nie zapewnia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Stan sieci jest zły, gdyż były one budowane głównie w latach 70. XX w. Dotyczy to zarówno sieci 400 kV, najsłabszego elementu krajowego systemu elektroenergetycznego, jak i niższych napięć. A sieci to nie tylko linie, bo i stacje transformatorowe. Budowa sieci jest koniecznością, bo jeśli mamy rozwijać odnawialne źródła energii (OZE), to wyprodukowaną przez nie energię trzeba wyprowadzić i wprowadzić do krajowego systemu elektroenergetycznego.
Efektem fatalnego stanu infrastruktury sieciowej, w tym małej liczby połączeń czy braku połączeń alternatywnych, są coraz częstsze blackouty, które – mam nadzieję - uświadomią decydentom skalę problemu.

Pozostała jeszcze poprawa efektywności energetycznej. Czy nią też zajmowali się eksperci SEP?

Zacznijmy od tego, że średni wiek elektrowni wynosi ok. 35-40 lat. Ponieważ w latach 90. i na początku XXI w. w Polsce padł przemysł energochłonny, poczuliśmy się bezpieczni. Przestały być ogłaszane 20. stopnie zasilania, co sprawiło, że nie myślano o rozwoju energetyki, o finansowaniu budowy nowych mocy. Bo czym przez te 20 lat możemy się pochwalić? „Opolem” i „Bełchatowem”.

Jeśli chodzi o odbiorców, to z jednej strony prowadzi się termomodernizacje, termorenowacje, na rynku jest coraz więcej energooszczędnego sprzętu agd i rtv, ale polska gospodarka się rozwija, a społeczeństwo bogaci i latem zużycie energii już tak bardzo nie odbiega od zimowego… Tak, ten pokój jest klimatyzowany, ale centralnie. No cóż, chcemy żyć w komforcie.

Na pewno będą preferowane działania dające różnego rodzaju oszczędności, ale jednocześnie będzie pracować coraz więcej urządzeń elektrycznych.

Ale Polska musi spełnić wymogi pakietu energetyczno-klimatycznego, a więc nie tylko zwiększyć produkcję energii z OZE, ale i mniej jej zużywać.
Na temat pakietu zdania wśród nas są podzielone. Dotrzymanie przez Polskę nowych, planowanych przez Komisję Europejską wielkości ograniczenia emisji CO2, nawet tylko o 30%, nie będzie możliwe.

Jaka jest więc konkluzja dokumentu?

Zdiagnozowany jest stan obecny, wiadomo, co trzeba zrobić i wiadomo, że na niezbędne nakłady inwestycyjne państwa obecnie nie stać! Wszystko w rękach polityków.

Ale przecież chyba połowę zużywanej w Polsce energii elektrycznej wytwarzają całkowicie prywatne firmy – nie PGE czy Tauron, ale Vattenfall, EdF, co więc politycy mogą im zrobić?

Nikt nie będzie inwestował, jeśli nie zobaczy zysków. Jest ustawa Prawo energetyczne, która określa tryb ustalania cen przez Urząd Regulacji Energetyki, co prywatnym firmom przeszkadza i np. Vattenfall się z Polski wycofuje. Nie wiadomo, co będzie z bezpłatnymi uprawnieniami do emisji CO2.
Nie sądzę, że efektem prywatyzacji elektroenergetyki będzie pozbycie się przez Skarb Państwa dużych elektrowni systemowych, które mają właśnie PGE i Tauron. Francuzi mają nadwyżkę energii elektrycznej, którą bardzo chętnie by eksportowali i zamknęli swoje zakłady w Polsce.

Co dalej?

Należy podkreślić, że dokument, który otrzymają uczestnicy sesji zamykającej XXIV Kongres Techników Polskich, nie powiela przyjętej przez Radę Ministrów 10 listopada 2009 r. uchwały w sprawie Polityki energetycznej Polski do 2030 r. W wielu kwestiach się z nią nie różnimy, ale są też w nim elementy wobec niej krytyczne.

Jak wiadomo, celem XXIV Kongresu jest integracja twórczych środowisk technicznych i biznesowych oraz określenie kierunków rozwoju dziedzin techniki, mających wpływ na poprawę gospodarki i rozwój naukowo-techniczny w Polsce w kontekście członkostwa w UE, dla których przyjęto trzy główne tematy – determinanty rozwoju: innowacyjność polskiej gospodarki, bezpieczeństwo energetyczne Polski i transport warunkiem dynamicznego rozwoju.
Ponieważ energetyka jest ważnym, ale jednym z tematów, nawet wielogodzinna dyskusja nad naszym dokumentem nie pozwoli na opracowanie ostatecznego raportu, który planujemy przekazać decydentom. Dlatego ustalenia łódzkiego Kongresu zostaną rozesłane i każdy z jego uczestników będzie mógł się do nich spokojnie ustosunkować i ewentualne uwagi przesłać Komisji Wnioskowej, której adres e-mailowy będzie w materiałach kongresowych.

Dziękuję za rozmowę.