Aktualna pozycja: Start
Artykuły Przeglądu Technicznego - Wino dla Inżyniera

Mam nadzieję, że ten zeszyt "PT" trafi do Państwa rąk w sierpniu - jeszcze w trakcie upałów. A na upały nie ma jak zmrożone "bąbelki" - i o nich właśnie małe co nieco.

Polacy lubią wina musujące - ale najczęściej kupują kompotopodobne produkty typu "Dorato". Ja do nich w ogóle nie będę się odnosił, a za to przejdę od razu do następnych - w kategorii popularności - bąbelków, czyli do prosecco.  

Jednym z wiodących producentów Prosecco jest Nino Franco. Miałem ostatnio okazję spróbować 6 spośród jego win - 2 podstawowych Nino Franco Rustico i Nino Franco Brut oraz 4 rocznikowych: Nino Franco Vigneto della Riva Di San Floriano '2013, Nino Franco Grave di Stecca Brut '2011, Primo Franco '2012 i Nino Franco Superiore di Cartizze '2013. Wszystkie były bardzo odświeżające, przyjemne w piciu; w najlepszym (w mojej opinii) spośród nich, tzn. Grave di Stecca, wyraźniejsza była kwasowość, a z kolei w dwóch ostatnich (Primo Franco i Superiore di Cartizze) wyczuwało się większą zawartość cukru (wprawdzie zrównoważoną sporą kwasowością, ale jednak), co powinno odpowiadać polskim konsumentom.

Kolejne po prosecco miejsce na liście popularności "musiaków" zajmuje hiszpańska cava - bo jeszcze dosyć tania, a już często znakomita. Degustowałem niedawno cavy Castillo Perelada; podstawowa z nich - Brut Reserve - miała wprawdzie tylko 8 g cukru na litr i była bardzo wytrawna, ale przy tym fantastycznie orzeźwiała. Cuvee Especial Brut Nature '2011 miała jeszcze wyraźniejszą kwasowość i była winem raczej na upały; podobnie można potraktować Cuvee Rosé Brut '2009, chociaż było to już wino dużo poważniejsze i mogące przetrwać w dobrej formie nawet 5 lat.

Topową cavą firmy Castillo Perelada jest Gran Claustro Reserva, dostępne obecnie w roczniku 2010. Miewa mnóstwo ciała i całe bogactwo różnych nutek smakowych, a przy tym zachowuje długo fantastyczną wręcz świeżość. Rocznik? No cóż, bywały lepsze...

Po Włoszech i Hiszpanii kolej na Francję, czyli na króla win musujących - szampana. Na wiosnę próbowałem szampanów firmy Lenoble (mniejszy producent, dopiero wchodzący na polski rynek). Jej Cuvee Intense Brut (cena 159 zł) miał jabłkowy nos i był przyjemnie kwasowo owocowy w ustach. Podobnie korzystne wrażenie sprawiał Grand Cru Blanc de Blancs Chouilly Brut (178 zł), natomiast Premier Cru Blanc de Noirs Bissenil '2009 (268 zł) wydał mi się kontrowersyjny. Może inni byliby innego zdania?

Lenoble Rosé Brut Terroirs (199 zł), wprawdzie bardzo słabo wybarwione jak na rosé, okazało się winem świetnie orzeźwiającym, o dobrej kwasowości. Ukłonem w stronę upodobania Polaków do cukru był natomiast ostatni z szampanów Lenoble - łagodny w ustach, półwytrawny Cuvee Riche Demi-Sec (164 zł).

Dla kontrastu, po Lenoble zarekomenduję dużego i sławnego producenta szampanów - firmę Deutz. Jej podstawowy Deutz Classic jest bardzo przyjemny w nosie i w ustach. Z kolei rocznikowy Deutz Brut '2006 ma dużo ciała i jest wspaniale odświeżający, Deutz Blanc de Blancs '2008 zniewala swoją elegancją, Cuvee William Deutz Brut Millesime '2000 ma nos typowy dla win z Pinot Noir, dużo ciała i świetną kwasowość, ale ukoronowaniem wszystkiego jest Amour de Deutz Brut Millesime '2005 (feeria aromatów i smaków, z wyczuwalnymi nutkami korzennymi oraz mnóstwo ciała). Niestety, ta przyjemność kosztuje już ponad 560 zł.

I w taki oto sposób przespacerowałem się z Państwem przez świat bąbelków - od tych za złotych 30 do tych za duże kilkaset złotych. Dlaczego zaprezentowałem właśnie te "musiaki", a nie inne - skoro oferta na rynku jest bardzo szeroka? Pretekstem do tego była majowa prezentacja win musujących z oferty Mielżyńskiego, zorganizowana w jego siedzibie w Warszawie przy Burakowskiej. Wszystkich opisanych win spróbowałem właśnie tam. Państwo możecie zrobić to samo lub poszukać "musiaków" gdzie indziej. Tak czy owak - na zdrowie!

winny maniak