Aktualna pozycja: Start
Artykuły Przeglądu Technicznego - Edukacja

Tego roku przypada 150-lecie oddania do użytku Mostu Kierbedzia oraz 100-lecie Mostu Poniatowskiego w Warszawie. Dobra to okazja do nagłośnienia "pontiseum" czyli muzeum mostowego, pomysłu pani prof. dr hab. inż. Barbary Rymszy z Instytutu Badawczego Dróg i Mostów. W mostach, wiaduktach, liniach kolejowych polscy inżynierowie byli kiedyś mocni. Są mocni i dziś. A ich dzieje to pasjonujący rozdział historii polskiej techniki.

Suche lata Wisły przypomniały, że na dnie leżą skarby - zabytkowe fragmenty budowli wywożone przez Szwedów i unikalne elementy mostów niszczonych przez najeźdźców. IBDiM podjął więc w 2008 r prace badawcze w celu odszukania i wydobycia tego, co do dziś może być świadectwem kunsztu inżynierskiego i rzemieślniczego dawnych budowniczych. Przede wszystkim chodzi o przęsła Mostu Kierbedzia (oficjalnie zwanego Aleksandrowskim) oraz Mostu Poniatowskiego (wówczas tzw. Trzeciego Mostu). W czerwcu 2014r Instytut mógł już zaprezentować publiczności zarówno z Biurze Stołecznego Konserwatora Zabytków jak i na terenie IBDiM zakonserwowane co ciekawsze elementy konstrukcji. Będzie ich więcej.

Budowali, gdy wrzało powstanie
Wydobyte elementy to nie tylko świadectwa kultury technicznej - są także, a może przede wszystkim - asumptem do przypomnienia ważnych okoliczności historycznych, w jakich znalazła się w XIX wieku Polska i stolica. Aż do 1864r Warszawa nie miała ani jednego stałego mostu! To wynik świadomej polityki caratu, dla którego obszary zabrane miały wyłącznie charakter eksploatowanej kolonii, bez rozwiniętej infrastruktury i miały stanowić teren dogodny dla obronnych działań wojennych, co się potwierdziło w 1914r. Wreszcie o budowie mostu zadecydowała potrzeba połączenia kolei Petersbursko- Wiedeńskiej z Warszawsko- Wiedeńską. Wybitnym realizatorem tych linii był inżynier Stanisław Kierbedź, budowniczy wielu mostów, w tym pierwszego żeliwnego przez Newę w Petersburgu. Jemu to powierzono trudne zadanie przerzucenia mostu stalowego przez kapryśną i szeroką rzekę. Projekt trasy warszawskiej przygotowali bracia Bronisław i Witold Marczewscy korzystając z istniejącego już tzw. Nowego Zjazdu - murowanego wiaduktu przez skarpę wiślaną pod Zamkiem, zbudowanego przez Feliksa Pancera w 1846r. Budowa przebiegała równolegle z Powstaniem Styczniowym. O przyszłość Polski można walczyć różną bronią.

Kierbedź innowator
Most zaprojektowano jako 6-przęsłowy ( o przęsłach 79-metrowych) kratownicowy, o dźwigarach typu amerykańskiego, wówczas dość popularnych, z pięcioma filarami i dwoma przyczółkami. Schemat statyczny przewidywał trzy belki ciągłe dwuprzęsłowe. Taka konstrukcja, statycznie niewyznaczalna była wówczas dość trudna do zaprojektowania. Ale zarówno projektanci, jak i sam Kierbedź (który jakiś czas mieszkał na budowie) z zadania wywiązali się znakomicie. Na szczęście w trakcie budowy zrezygnowano z linii kolejowej (tę przerzucono tzw. Drugim Mostem, zbudowanym nieco później przy Cytadeli). Grupę doświadczonych monterów sprowadzono z Francji, skąd też - drogą wodną! przybyły elementy konstrukcji. Pierwszym wyzwaniem były fundamenty filarów w formie stalowych studni opuszczanych na głębokość 14m poniżej zera Wisły. Po raz pierwszy na terenie Cesarstwa Rosyjskiego użyto do robót metody kesonowej. Filary służą do dziś - pod mostem Śląsko- Dąbrowskim. Kierbedź zastosował szereg innowacji jak wiercenie otworów na nity zamiast przebijania, metodę wspornikową nasuwania przęsła od strony Pragi, nowy typ kafarów parowo-powietrznych. Po częściowym wysadzeniu w 1915r przez wojska rosyjskie most został zmodernizowany już w wolnej Polsce i znów zniszczony we wrześniu 1944r. przez Wehrmacht.

Wizja Szyllera i carskie priorytety
Pretekstem do budowy mostu Trzeciego (późniejszego Poniatowskiego) było również założenie kolejowego skomunikowania Dwora Petersburskiego (dziś Wileńskiego) z Wiedeńskim, wzdłuż Alei Jerozolimskich. Ale magistrat dał upust swoim ambicjom: miał to być w założeniu jeden z najładniejszych mostów na świecie. Rosja narzuciła przęsła swobodnie podparte (łatwe do zniszczenia i odbudowy) oraz nachylenie dojazdu 1,5%. Można więc było zaprojektować efektowny, kilkusetmetrowy wiadukt oraz wspaniały wystrój architektoniczny autorstwa Stefana Szyllera. W momencie oddania do eksploatacji w 1913 mijała 100 rocznica śmierci księcia Józefa Poniatowskiego, więc ludność nieoficjalnie nazwała most jego imieniem. Późniejsze dzieje obu mostów, niszczenia i odbudowy, a potem modernizacji są związane z tragiczną historią Warszawy. Dzieje te obfitują w ciekawe epizody i są okazją do przypomnienia wspaniałych postaci polskiej techniki i architektury.

Pontiseum jako idea
To, co udaje się dziś wydobyć z dna Wisły jest tak wartościowe dlatego, że przypomina te zdarzenia i daje świadectwo pomysłowości polskich inżynierów. Dlatego idea pontiseum jest tak pożyteczna. W rozmowie z prof. Barbarą Rymszą spytałem, czy "pontiseum" ma szansę w Polsce, gdzie zostało tak mało zabytków techniki, zwłaszcza mostów i wiaduktów wielokrotnie niszczonych. - Ależ nic podobnego! - usłyszałem.- Ciągle jest bardzo dużo ciekawych, historycznych konstrukcji, zwłaszcza na drogach lokalnych i wojewódzkich. Zamiast je niszczyć, by budować nowe - zachowajmy ciekawe konstrukcje by służyły choćby jako dodatkowe przejścia, a poza tym - jako lekcja historii i cel wakacyjnych wędrówek. Tak więc pontiseum nie musi być tylko skansenem resztek starych budowli, ale także swoistym rozproszonym muzeum kunsztu polskich mostowców. Potrafią takie idee rozwijać inni, postarajmy się i my.

jaz.

Na zdjęciu most Kierbedzia na obrazie A. Gierymskiego "Piaskarze".