Aktualna pozycja: Start
Artykuły Przeglądu Technicznego - Wątpię, więc jestem

Rozpoczynając życie zawodowe, co miało miejsce dawno, dawno temu w studenckiej spółdzielni pracy Uniwersitas, zauważyłem, że lud pracujący dzieli się z grubsza na trzy kategorie – mięśniaki, czerepy i czarusie. Gdy np. myliśmy okna, co było bardzo popularnym zleceniem, mięśniaki lały wodę, machały ściereczką – taka wtedy była prymitywna technologia – tarły gazetami szybę do sucha spoceni, zadyszani… Czerepy natomiast mniej przykładały się do szyby, bardziej do rachunków, świadome, że płaca nie tyle zależy mycia, ile od liczenia. Pamiętam, jak jeden z kolegów, czerep naprawdę mocny, odkrył, że np. szyba ma dwie strony i obie podlegają myciu, a zatem rachunek według cennika należy mnożyć przez dwa. Prawdziwą arystokracją wśród pracujących byli jednak czarusie. Gdy mięśniaki zajmowały się myciem, a czerepy liczeniem, czarusie zajmowały się panią z księgowości. Odkryli bowiem, że zapłata nie tyle zależy od tego ile się umyje, a nawet tego, jak się policzy, ale w największym stopniu od tego, kto podpisuje rachunek.

Kiedy dziś patrzę na tzw. kapitał ludzki, nie mogę wyjść z podziwu, jak stabilne są charaktery, jak niewiele zmienił się pracowniczy układ w tym świecie tak w przemiany brzemiennym. O mięśniakach nie da się wiele powiedzieć, bo choć zmieniły się płyny i szmatki, oni tak samo się pocą, tak samo dyszą niezadowoleni, skorzy z byle powodu się oflagować. Niewyobrażalnie wręcz poszerzył się za to horyzont dla czerepów. Zapowiadana od lat przyszłość dla myślenia – wydaje się – przyszła nareszcie. Wprawdzie prochu wymyślić nikt się nawet nie stara, ale od pomysłów bardziej praktycznych i bardziej rentownych wprost skrzy się codzienność.

Myślenie zmieniło kierunek zgodnie z duchem czasu. Jak słusznie zauważył niegdyś poeta Adam Asnyk: nie zdoła ogień ani miecz powstrzymać myśli w biegu. Myśl nie biegnie tam, gdzie jej każe urząd, choćby najwyższy, ale tam, gdzie ją ciągnie naturalna potrzeba. Pamiętam z lat osiemdziesiątych, gdy zalecano myślom, by biegły w stronę elektroniki, informatyki, robotyzacji i biotechnologii, dwie dość niezwykłe wiadomości zamieszczone w prasie codziennej – jedna o niejakim Adamie W. ukaranym grzywną za to, że „wspólnie i w porozumieniu żebrał na Górze Kalwarii”; druga – podana na kolumnie ogłoszeń – brzmiała: „pomogę wygrać w Totolotka”. Wyglądało to na wygłup jakiegoś wesołka i nikomu zapewne na myśl nie przyszło, że to może być początek wielkiego ruchu, niepozorne źródełko potężnej w dalszym biegu, rzeki. Szlakiem przetartym przez Adama W. ruszyły tysiące ludzi o sercu wrażliwym i mocnym umyśle, tworząc odrębną i dość rozległą przestrzeń działalności gospodarczej, którą można byłoby – nawiązując do zamierzchłej przeszłości – określić jako zbieractwo i łowiectwo. Zbiera się dziś na wszystko – na dzieci, na seniorów, na psy bezdomne i koty bezpańskie… i w ogóle na „pozytek pl.” Co mocniejsze czerepy dość wcześnie zauważyły, że w naszej odmianie gospodarki rynkowej bardziej od fachu opłaci się mieć w ręku cudze pieniądze, stąd kariera wszelkiego rodzaju ubezpieczeń: na życie, na dożycie, na zdrowie poza kolejką…na Amber Gold… Przypadkiem zupełnie szczególnym okazało się OFE. Nie mniejsza armia ludzi zajmuje się tym, co we wspomnianych latach osiemdziesiątych oferował nieśmiało jeden ogłoszeniodawca anonsując: pomogę wygrać w totolotka. Dziś takich, co sami nie chcą się schylić po szczęście, żyjąc natomiast z doradzania innym, jak szczęście osiągnąć, pełno jest w telewizji, urzędach państwowych, prywatnych fundacjach i konfederacjach… Czarusie również nie wymarli bynajmniej, a wręcz przeciwnie fantastycznie się rozmnożyli. Łatwo ich spotkać dziś w miejscach publicznych, na zgromadzeniach, wiecach, manifestacjach, bo rozpoczęły się właśnie przedbiegi wyborcze do Europarlamentu, a o co idzie gra, ujawnił niedawno „Newsweek Polska” – w ciągu jednej kadencji w Brukseli europoseł może odłożyć od jednego do dwóch milionów złotych. Takich pieniędzy w moich czasach nie był w stanie wyczarować najzdolniejszy nawet czaruś, u żadnej, choćby i głównej księgowej, w największym nawet przedsiębiorstwie, a choćby i zjednoczeniu.

hen