Aktualna pozycja: Start
Artykuły Przeglądu Technicznego - Felieton

Budząca wiele kontrowersji umowa ACTA została skierowana przez Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości, który oceni, czy nie narusza ona praw podstawowych. Czekając na rozstrzygnięcie europejskiego trybunału (a potrwa to zapewne bardzo długo), warto zwrócić uwagę, że w zgiełku wywołanym porozumieniem w sprawie zwalczania handlu artykułami podrabianymi i piractwa internetowego, zapomina się np. o tym, że uczestnicząc w ogólnoświatowej strategii zapobiegania piractwu warto zadbać o zabezpieczenie praw własności intelektualnej i patentowej na własnym podwórku. Już kilkadziesiąt lat na gruncie europejskim trwa batalia o ustanowienie zasad wspólnego europejskiego patentu. Obecnie przedsiębiorcy, którzy chcą opatentować np. wynalazek w UE, muszą ponieść dziesięciokrotnie wyższe koszty (ok. 20 tys. euro) niż ich koledzy z USA. Powodem jest przede wszystkim wysoki koszt tłumaczeń, które firmy muszą same wykonywać, jeśli chcą, aby patent był honorowany w każdym kraju UE. Przykładowo: przy rejestracji patentu ważnego w 13 krajach UE koszty tłumaczeń wynoszą aż 14 tys. euro.

Od pewnego czasu trwają intensywne prace nad porozumieniem w sprawie europejskiego patentu. Ostatecznego kompromisu wciąż nie udało się jednak osiągnąć. Przeciwne są m.in. broniące praw swoich języków narodowych Hiszpania i Włochy, które nie chciały zgodzić się na trójjęzyczny system patentu oparty na języku angielskim, francuskim i niemieckim. W Polsce też pojawiały się głosy, że obowiązek tłumaczenia patentów tylko na jeden z trzech języków UE jest dyskryminacją pozostałych. Kiedy wydawało się, że do porozumienia został jeden mały krok, kością niezgody stała się lokalizacja sądu patentowego.
Stowarzyszenie Europejskich Izb Handlowych i Przemysłowych Eurochambres obliczyło, że brak porozumienia w sprawie patentu kosztuje europejskie firmy dziennie ponad 400 tys. euro! Jak już wspomniałem, sprawa europejskiego patentu nie jest wolna od kontrowersji i wątpliwości. Oprócz problemu „językowego”, nie ma także zgody w sprawie roli narodowych instytucji odpowiedzialnych za patenty. Faktem jest jednak, że w czasie, kiedy Europa nie może osiągnąć porozumienia, amerykańskie firmy nie próżnują i rejestrują swoje patenty. Przykład europejskiego prawa patentowego pokazuje wyraźnie, jak różnego rodzaju partykularyzmy, ambicje narodowe i brak poczucia wspólnego interesu hamują rozwój gospodarczy Unii. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji Europa wciąż nie może dogonić USA w innowacyjnym wyścigu.

Andrzej Arendarski